LVLUP od ponad dekady gości w rejonie Las Vegas, oferując szeroki wachlarz turniejów esportowych, pokazów cosplayu i paneli o animacji. Tegoroczna edycja, ponownie w Las Vegas Convention Center, zgromadziła fanów z całego świata. Przez trzy dni tłum liczący ponad 100 000 osób dzielił podekscytowanie, które towarzyszy odkrywaniu nowej gry lub świętowaniu zwycięstwa w starym, dobrym tytule.
Pasja leżąca u podstaw tego fandomu była w pełni widoczna przez całe wydarzenie. Niezależnie od tego, czy chodziło o retro salon gier za darmo, stoły do gier figurowych rozstawione na całej powierzchni, czy dziesiątki równocześnie odbywających się turniejów gamingowych – wszędzie panowała żywa radość, która odróżniała to wydarzenie od innych konwentów, bardziej nastawionych na prezentowanie talentów. Redakcja ComicBook.com była obecna, by relacjonować wydarzenie, i może potwierdzić, że było to bardziej ostateczne LAN party niż tradycyjny turniej.
LVLUP ma wyraźnie inne odczucie niż inne wydarzenia, mocniej stawiając na poczucie wspólnej zabawy, która idzie w parze z graniem. Choć autor tych słów był na wielu gamingowych eventach i konwentach, to naturalna energia, która wynika z koncentracji LVLUP na pasji fanów, sprawia, że impreza ta wyróżnia się z tłumu. Cosplayerzy byli wszędzie, przechadzając się po hali w strojach od misternie odtworzonych Springtrapów górujących nad wszystkimi i wiernych kopii postaci z "Hazbin Hotel", po unikalne kreacje i sprytne fuzje popkulturowe – dodatkowe punkty dla duetu, który pojawił się jako całkiem przekonujące wersje Mario i Luigiego z Kingdom Hearts, w komplecie z gigantyczną klawiaturą Nintendo.
Strefy gier tętniły życiem, zachęcając ludzi do dzielenia się swoim entuzjazmem – otwarte automaty, konsole, dema gier niezależnych, strefy TCG i przestrzenie do gier figurowych – wszystko zachęcało do swobodnej gry dla samej przyjemności. Panele z gwiazdami animacji zachodniej i japońskiego anime podkreślały naturalną różnorodność panującą na sali panelowej. Turnieje gamingowe na drugim piętrze przyciągały tłumy, które oglądały zacięte pojedynki w takich tytułach jak Smash Ultimate, Street Fighter czy Pokémon Puzzle League. Panowało niepisane przekonanie, że niezależnie od tego, czy jesteś zagorzałym fanem, czy tylko ciekawskim widzem, możesz usiąść i obejrzeć zacięty pojedynek, gdziekolwiek się udasz. Wszystko to miało w sobie względną lekkość, bardziej przystającą do spotkania ze znajomymi niż do intensywnych zawodów esportowych. Alternatywnie, można było samemu zanurzyć się w jednym z licznych turniejów, co było źródłem prawdziwej zabawy.
Na drugim piętrze LVLUP Expo znajdowała się ogromna liczba konsol i PC ustawionych dla graczy. Nowo wydane tytuły stały obok klasyków, dając graczom mnóstwo opcji do wyboru. Wśród nich znalazło się Mario Party Superstars – gra, w którą autor poczuł się na tyle pewny, by spróbować swoich sił. Dziesiątki graczy krążyły wokół konsol, gdy ogłaszano drabinki turniejowe. Zamiast przesadnie rywalizacyjnego ducha, w centrum doświadczenia była jednak zabawa i radość z gry. Profesjonalni gracze i amatorzy stawali na równi, nie pozwalając, by ich doświadczenie rzutowało na wyzwanie czy przyjemność płynącą z grania.
Gracze żartowali sobie nawzajem po nagłej zmianie szczęścia lub przybijali piątki, gdy ktoś wykonał coś szczególnie ekscytującego. To była atmosfera spotkania z przyjaciółmi, tyle że z małą stawką pieniężną. Grając jako DK, autor dotarł do półfinałów, wysuwając się na prowadzenie dzięki wygranym w kilku konkretnych minigrach. Co ważne, zwycięstwa nie były podważane – były świętowane. Choć ostatecznie zajął drugie miejsce w tej rundzie – i w konsekwencji został wyeliminowany z turnieju – był to dobry pretekst, by pożartować z podobnie myślącymi graczami. Profesjonalny gracz z jego grupy, któremu udało mu się pokonać, pogratulował mu, po czym pobiegł wesprzeć kolegę z drużyny w innym turnieju.
Wszyscy, niezależnie od doświadczenia czy poziomu umiejętności, świetnie się bawili, grając razem. Finały turnieju, z nagrodą 500 dolarów i prawem do przechwałek, pełne były śmiechu, krzyków i radości. Przede wszystkim była to po prostu dobra zabawa. LVLUP Expo ma wszelkie cechy intensywnego turnieju esportowego, ale poczucie koleżeństwa i szybko nawiązywanych przyjaźni było sednem tego doświadczenia od początku do końca. Niezależnie od tego, czy chodziło o cosplayerów z całego świata, którzy zorganizowali spontaniczną imprezę taneczną na hali, czy o tłumy fanów cisnących się na panelach, by zobaczyć gwiazdy współczesnych hitów, takich jak "KPop Demon Hunters", i ukochanych klasyków, jak "Naruto". Były stoiska, gdzie fani mogli spróbować swoich sił w dubbingu lub poznać twórców gier niezależnych, poczuć smak czegoś, co kochają, i oddać się temu z innymi, którzy podzielają tę samą pasję. Ogromna różnorodność mediów była w pełni widoczna na scenach turniejowych, w pokazach gier, a nawet w demach, gdzie gracze próbowali uciec przed kompsognatami lub dostarczyć przesyłki. LVLUP było bardziej podobne do LAN party z mojej młodości niż jakikolwiek inny konwent gamingowy, na którym byłem – i wyszło mu to na dobre.