Historia gier sportowych pokazała, na wiele sposobów, jak przenieść realne rozgrywki do cyfrowego świata. Z jednej strony mamy technicznie imponujące i niezwykle szczegółowe symulacje, jak seria NBA 2K, która stawia na jak najwierniejsze oddanie koszykarskich realiów. Z drugiej – arcade’owe klasyki w stylu NBA Jam czy NBA Street, które odrzucały realizm, stawiając na efektowne wsady i czystą zabawę. Oba podejścia mają swoje miejsce w gatunku, ale to to pierwsze stało się standardem, podczas gdy gry pokroju tych drugich pojawiają się i znikają bez większego echa.
Miejmy nadzieję, że ten trend zmieni się za sprawą NBA: The Run, które okazuje się być idealną propozycją dla fanów starszych, arcade’owych gier sportowych, takich jak NBA Street. Dzięki stylowemu podejściu do oprawy wizualnej i luźniejszemu traktowaniu samych zawodników, NBA: The Run sprawia, że każda grywalna postać – a co za tym idzie, każdy gracz – staje się na parkiecie prawdziwą maszyną. Podczas pokazów dla prasy (w tym dla ComicBook) podkreślano przyspieszone tempo i wyrazisty styl, co sprawia, że NBA: The Run zapowiada się na grę sportową, na którą fani arcade czekali latami.
NBA: The Run to powrót do arcade’owych wrażeń sportowych, idealny dla każdego, kto wciąż tęskni za serią NBA Street. Gra nastawiona jest przede wszystkim na rozgrywkę wieloosobową, w której gracze wybierają konkretnych koszykarzy NBA, wychodzą na boisko i starają się zdobyć szacunek reszty ligi. Mecze to szybkie pojedynki 3 na 3, z prostym systemem sterowania, który pozwala każdemu szybko opanować podstawy. Jednak głębia rozgrywki ma być kuszącym wyzwaniem dla bardziej oddanych fanów, gdzie kluczowe będą odpowiednie strategie i sprytne sztuczki, by przechytrzyć przeciwnika. Do tego dochodzi nacisk na unikalne atrybuty i umiejętności każdego z 32 potwierdzonych zawodników NBA.
Zasady i bonusy mogą się losowo zmieniać między meczami, co nadaje rozgrywce wieloosobowej element rodem z gier roguelike. Twórcy chcą w ten sposób uniknąć monotonii, która mogłaby się pojawić przy szybkich, następujących po sobie starciach. Chodzi o to, by każdy mecz można było łatwo rozpocząć, ale żadna seria rzutów czy wsadów nie była taka sama. Szybkie tempo i żywa kolorystyka podkreślają całą akcję na parkiecie, tworząc grę przyjemną dla oka, ale niezbyt obciążającą sprzęt. Wszystko składa się na wartką i wciągającą rozgrywkę wieloosobową, w której nauka możliwych ruchów przeciwnika i zalet wybranych przez niego zawodników jest równie ważna, co samo operowanie piłką czy celne rzuty.
Studio Play by Play Studios pracowało nad The Run przez ponad pięć lat, od początku tworząc grę, która miała przywrócić graczom ducha podwórkowej koszykówki, zagubionego w gatunku zdominowanym przez symulacje. Po latach prac, liga NBA dowiedziała się o projekcie i w pełni go wsparła, przekształcając grę o ulicznych, niestandardowych postaciach w kolorowy hołd dla najlepszych koszykarzy dzisiejszych boisk. Przemianowana na NBA: The Run gra czerpie z tego związku z ligą i rozkwita, gdy pozwala graczom popychać swoich ulubionych gwiazdorów do absurdalnych granic.
Za developmentem stoją między innymi osoby takie jak Mike Young, który wcześniej pracował przy kilku tytułach z serii EA Sports BIG, a potem przez ponad dekadę był dyrektorem kreatywnym serii Madden. Podczas krótkiej rozmowy z dziennikarzami Young przyznał, że on również tęsknił za szybką, arcade’ową zabawą, co skłoniło go do dołączenia do prac nad NBA: The Run. Pod wieloma względami gra sprawia wrażenie duchowego następcy NBA Street, tyle że w erze, w której gry zawsze-online, jak Fortnite, zmieniły podejście do tytułów multiplayerowych.
NBA: The Run kładzie nacisk na tryb wieloosobowy, niezależnie od tego, czy chcemy zebrać swoją drużynę, czy zmierzyć się z graczami z całego świata w idealnym dla nas trio. Lista zawodników ma się nawet rozrastać w kreatywny sposób, na przykład pozwalając graczom korzystać z tych samych sportowców na różnych etapach ich kariery (co wiąże się z innymi umiejętnościami i zdolnościami). Choć gra może nie oferować takiej głębi trybu single-player, jaką cieszyło się chociażby NBA Street 2, to NBA: The Run jest mile widzianym powrotem stylu rozgrywki, za którym wielu fanów (w tym autor tego tekstu) tęskniło od lat. Mimo że wciąż jest miejsce dla dokładnych symulacji sportowych, NBA: The Run pokazuje, jak wiele zabawy traciliśmy, zamykając grę głównie w wielkich halach, zamiast na asfaltowych boiskach.