Jeśli śledzicie moje teksty na ComicBook, wiecie, że uwielbiam rozmawiać o nostalgii związanej z grami wideo i retro graniem. Ochrona i historia gier to tematy, które są mi równie bliskie, a wszystko to łączy się w zdrowym podziwie dla tego, co było wcześniej. Oczywiście nie jestem jedynym, który docenia starsze gry i konsole – istnieje ogromny rynek na tego typu rzeczy. Nostalgia w grach to nie tylko spory kawałek modelu biznesowego, ale wręcz przejmuje znaczną część udziału w rynku i nic nie wskazuje na to, by miało to szybko ostygnąć.
Jako reprezentant pokolenia X, moje najwcześniejsze wspomnienia z grania sięgają późnych lat 70. i wczesnych 80., gdy włączałem takie tytuły jak Pong czy Electronic Quarterback. Wychowałem się na Nintendo Entertainment System i przez lata miałem wiele konsol, w tym TurboGrafx-16 i TurboExpress. Uwielbiałem te systemy, ale równie mocno kochałem automaty arcade i mam zdrową obsesję na punkcie kolekcjonowania replik w skali 1:6 i 1:4, o czym już kiedyś pisałem. One również stanowią spory kawałek rynku, ale prawdziwe pieniądze leżą dziś w remake’ach i remasterach.
Współcześni gracze mogą odpalić starego PlayStation czy Nintendo 64, by przeżyć dawne chwały – i wielu tak robi – ale lepszą opcją są remaki. Wystarczy spojrzeć na to, co Square Enix zrobiło z odświeżeniem Final Fantasy VII. Ta gra przez dekady była chyba najczęściej wymienianym tytułem na listach życzeń graczy, a Square długo zwlekał z realizacją. Gdy w końcu studio wypuściło Final Fantasy VII Remake w 2020 roku, a później jego ulepszoną wersję, sprzedaż poszybowała w górę. W chwili pisania tego tekstu Square sprzedało prawie 9 milionów egzemplarzy. Gra ulepsza oryginalny projekt, czyniąc go bardziej przystępnym dla współczesnej publiczności.
To sprawia, że remake staje się praktycznie nową grą, ale jednocześnie jest to oryginał odświeżony i unowocześniony, a Square zbiera profity. Kolejną franczyzą, która doskonale radzi sobie z remake’ami, jest jedno z największych dzieł Capcomu: Resident Evil. Do tej pory Capcom wyprodukował kilka remaków, w tym Resident Evil 2 w 2019, Resident Evil 3 w 2020 i Resident Evil 4 w 2023. Wcześniej, w 2002 roku, studio odświeżyło pierwszą część, a w 2024 wypuściło trylogię remaków obejmującą części 2, 3 i 4. Te gry nie tylko świetnie się sprzedają, ale też sięgają po nostalgię, zarabiając na mających dekady własnościach intelektualnych.
Remaki i remastery to tylko jeden ze sposobów, w jakie firmy wykorzystują nostalgię do zarabiania pieniędzy – jest jeszcze sprzęt. Nintendo jako jedno z pierwszych wypuściło mini wersję swojej retro konsoli, NES Classic Edition. Egzemplarze wyprzedawały się natychmiast, kolekcjonerzy musieli je mieć, a na eBayu królowały zawyżone ceny od spekulantów. Potem pojawiły się kolejne podobne systemy, a niedawno Plaion Replai połączyło siły z SNK, by wydać Neo Geo AES+ – praktycznie tę samą konsolę, którą SNK wypuściło jako domowe urządzenie w 1991 roku, ale w niższej cenie. To niszowy produkt, jak kiedyś, i również rozejdzie się jak świeże bułeczki.
Być może najlepsze w nostalgii gier wideo jest to, że nigdzie się nie wybiera. Ludzie tacy jak ja, którzy grali w automaty w latach 80., nadal będą płacić horrendalne sumy za małe szafki arcade do powieszenia na ścianie. Przyszłe pokolenia zrobią to samo z urządzeniami, na których się wychowały, i grami, które kochały. Już teraz mówi się o remake’u Red Dead Redemption 2 (wersji ulepszonej), a gra ma niespełna dekadę. Mimo to rynek na nią istnieje, a z każdym pokoleniem graczy, które starzeje się i ma więcej pieniędzy do wydania na rzeczy, które kocha, deweloperzy będą dalej przerabiać i wznawiać gry, które sprawiają im przyjemność.