Rockstar Games od zawsze słynęło z mocnych narracji, a ich rozbudowane sandboksy potrafią wciągnąć gracza w historię skupioną na postaciach. Już na pierwszy rzut oka widać, że bohaterowie walczą o lepsze życie lub próbują uciec przed przeszłością, co samo w sobie tworzy wciągające fabuły. Najlepsze z nich idą jednak o krok dalej – zagłębiają się w psychikę postaci, badają ich motywacje, traumy i pragnienia.
Grand Theft Auto IV, które zadebiutowało na konsolach 18 lat temu, robi to lepiej niż niemal każda inna gra tego studia. Historia Niko Bellica – ponura opowieść o niebezpiecznym mężczyźnie, który pragnie spokoju w mieście pozbawionym nadziei – to jeden z najskuteczniejszych kryminalnych thrillerów, jakie widziałem w grach wideo. W wątku Niko jest ciężar i głębia, a opowieść o cenie zemsty i sile przebaczenia nadaje sens całej tej swobodzie, jaką gra daje graczom. Prawie dwie dekady później wciąż uważam, że żadne Rockstar Games nie prześcignęło GTA IV pod względem skuteczności opowiadania historii.
Premiera na PlayStation 3 i Xbox 360 miała miejsce 29 kwietnia 2008 roku. Grand Theft Auto IV było godnym następcą ambitnego San Andreas. Po wyprawach na Florydę w Vice City i Zachodnie Wybrzeże w San Andreas, gra przeniosła nas z powrotem do Liberty City. Mechanicznie opierała się na sprawdzonych rozwiązaniach poprzedników. Prawdziwą siłą było jednak stopniowe odblokowywanie świata i możliwość robienia dosłownie wszystkiego – poziom swobody, z którym niewiele serii gier może konkurować. I choć wcześniejsze odsłony też miały mocne historie, to w GTA IV jest coś szczególnie przejmującego i emocjonalnie skutecznego.
Głównym bohaterem jest Niko Bellic, były żołnierz z bliżej nieokreślonego europejskiego kraju. Przedostaje się do Stanów Zjednoczonych, by uciec przed przeszłością i odnaleźć człowieka, który zdradził jego oddział dziesięć lat wcześniej. Szybko zostaje wciągnięty w świat przestępczy Liberty City. W przeciwieństwie do wcześniejszych, lżejszych w tonie odsłon, GTA IV ma znacznie bardziej ponury nastrój. Niko nie jest porywczym bohaterem – przez całą grę działa w sposób przemyślany i ostrożny. To bogata, złożona postać, człowiek naznaczony strasznymi przeżyciami, który w razie potrzeby potrafi przywołać swoją mroczną naturę.
Fabuła doskonale to wykorzystuje. Różne grupy przestępcze i agencje rządowe widzą w Niko doskonałą broń – użyteczną, a potem do odrzucenia. W miarę rozwoju historii Niko nawiązuje kilka prawdziwych relacji i musi zmierzyć się z własnym pragnieniem zemsty. To opowieść przejmująca, wstrząsająca i łamiąca serce, ale momentami także podnosząca na duchu. Wybory gracza decydują o cenie, jaką Niko płaci za swój rozwój i o losie jego bliskich. Objawienia i śmierć postaci sprawiają, że jest to jedna z najskuteczniejszych tragedii w grach wideo. To wszystko nie przeszkadza w swobodnej zabawie w Liberty City, ale nadaje grze prawdziwy patos, z którym niewiele innych tytułów może konkurować.
Rockstar Games od dawna słynie z głębi narracyjnej i złożoności postaci. Owszem, w serii nie brakuje płaskich złoczyńców i dziwacznych postaci pobocznych, ale zawsze znajdowała się też grupa fascynujących figur, które nadawały historii wagi. O ile GTA V oparło swoją narrację na interakcji między skrajnościami (jak tarcie między Michaelem a Trevorem), o tyle GTA IV skupiło się na emocjonalnie skutecznej i tematycznie wciągającej opowieści o jednym człowieku i jego powolnej walce o duszę. To kierunek, który Rockstar rozwinął później w serii Red Dead, gdzie historie Johna Marstona podobnie badały moralność i cenę „wolności” dla duszy człowieka.
Red Dead Redemption 2 poszło jeszcze dalej, ukazując bandę przestępców pędzącą ku nieuniknionemu przeznaczeniu. Trudno jednak stwierdzić, czy któraś z historii Rockstara dorównała wszechobecnemu poczuciu żalu, które przenika narrację GTA IV. Historia Niko jest dopracowana do perfekcji – opowieść o człowieku, który nie chce być potworem, jakim zmusił go świat, ale który uwalnia tę bestię w pogoni za zemstą i lojalnością. Cena, jaką za to płaci, uderza w tych, których kocha, prowadząc do finału, który wciąż łamie serce prawie dwie dekady później.
Grand Theft Auto IV (obok takich tytułów jak Mafia III czy Red Dead Redemption 2) to gra, którą polecam osobom wątpiącym, że narracje w grach mogą dorównać ciężarowi tematycznemu filmowym „Ojcu chrzestnemu”. Pokazuje, jak emocjonalnie skuteczne stało się to medium. Być może GTA VI zdoła to przebić, ale na razie żadne inne dzieło studia nie dostarczyło tak przejmującej i łamiącej serce opowieści jak GTA IV.