Wróć
Gry

Ręce

Sam Watanuki Autor
~6 min czytania
comicbook.com
Ręce

Dotknęliśmy Tajemnicy Kryształowej Góry na PAX East 2026

Istnieje pewien typ gier, które nie ogłaszają się głośno. Nie przytłaczają systemami, nie karzą za zboczenie ze ścieżki i nie sprawiają, że walka z samym sterowaniem staje się głównym wyzwaniem. The Secret of Crystal Mountain, nadchodząca platformówka z elementami RPG autorstwa niezależnego dewelopera Chrisa Rosenthala (znanego z Revolutron), oferuje właśnie takie doświadczenie. Podczas targów PAX East 2026 miałem okazję spędzić trochę czasu na eksploracji tego przepięknie minimalistycznego świata i muszę przyznać, że był to powiew świeżości w gatunku platformówek, które często wydają się próbować zrobić o jeden krok za dużo.

Wcielamy się w Doręczającego Kota, który rozbija się na Wyspie Kryształowej Góry. Była ona niegdyś największym na świecie eksporterem magicznych kryształów, zaopatrując czarownice i czarodziejów przez pokolenia. Potem, bez żadnego wyjaśnienia, eksport ustał. Wyspa pogrążyła się w ciszy. Teraz, jako rozbitek, to my musimy rozwikłać tajemnicę tego, co się wydarzyło.

„Tak naprawdę nie wiesz, o co chodzi” – powiedział mi Rosenthal. „W trakcie gry będziesz to stopniowo odkrywać”. To założenie robi ogromną robotę przy użyciu bardzo prostych środków. Od razu wzbudziło moje zainteresowanie i towarzyszyło mi przez całe demo.

Platformówka, która spotyka się z tobą w połowie drogi

Najjaśniejszym przekazem The Secret of Crystal Mountain od pierwszych chwil jest to, że nie ma na celu cię testować. To nie jest zarzut. To filozofia projektu, którą deweloper wprost artykułuje. „Moja filozofia dotycząca platformowania w tej grze jest taka, że nie chodzi tylko o twój poziom umiejętności, ale przede wszystkim o wybór, dokąd chcesz pójść” – wyjaśnił. „Niektóre obszary mogą być bardzo szerokie i możesz po prostu wybrać inną trasę. Masz też wiele różnych opcji poruszania się, więc możesz łączyć różne zdolności”.

Ta filozofia jest wyczuwalna w samym odczuciu gry. Poruszanie się jest płynne i ekspresyjne, a opcji jest wystarczająco dużo, by eksperymentowanie stało się głównym celem. Kiedy nie trafiłem w skok i spadłem, nie traciłem zdrowia – po prostu odradzałem się w ostatnim bezpiecznym punkcie. To drobnostka, ale takie rzeczy się sumują. Gra szanuje twój czas i tempo rozgrywki.

Podobnie, śmierć jest bardziej resetem niż porażką. Kiedy zginąłem i upuściłem trochę waluty w grze, nie traciłem wszystkiego, a jedynie jej część. Ta równowaga wydała mi się idealna. Jest wystarczająco dużo konsekwencji, by gra nie była całkowicie pozbawiona napięcia, ale nie na tyle dużo, by nieudana próba pozostawiła cię z poczuciem wyczerpania i zniechęcenia.

Klimat eksploracji w starym stylu

W ramach pełnej (być może zawstydzającej) szczerości przyznam, że w trakcie dema zdarzały się momenty, gdy nie miałem pojęcia, co robić ani dokąd iść. Wchodziłem w jakiś obszar, rozglądałem się i musiałem główkować, jak iść dalej. Ten rodzaj niskiego poziomu przestrzennej dezorientacji jest mi dobrze znany – mam nadzieję, że podobnie jak każdemu, kto wychował się na platformówkach z ery N64 i PS1 (z Banjo-Kazooie i Spyro na czele) – a Crystal Mountain nosi w sobie część tego samego DNA. (Ostatecznie znalazłem drogę wyjścia…).

Ta chwilowa dezorientacja nie wydawała się jednak wadą. Wręcz przeciwnie, rozwiązanie zagadki sprawiało, że postęp wydawał się bardziej zasłużony. Gra ma w sobie coś, co sprawia, że jej mechaniki stają się intuicyjne, gdy już na nie wpadniesz, nawet jeśli dojście do tego zajmuje chwilę.

Dla graczy (takich jak ja), którzy jednak utkną, gra ma wbudowany wentyl bezpieczeństwa. Srebrne klucze, otwierające pewne drzwi i obszary, często można po prostu kupić w sklepikach w grze, jeśli dana sekcja sprawia zbyt wiele trudności. To eleganckie rozwiązanie, które sprawia, że świat nigdy nie wydaje się prawdziwie nieprzekraczalny. Jest to funkcja, która z pewnością ucieszy graczy mniej zainteresowanych byciem testowanym, a bardziej samą eksploracją. Już widzę, jak mój 7-letni syn w pełni wykorzystuje dostępność srebrnych kluczy, gdy tylko będzie mógł zagrać w tę grę.

Bujny, ale nie nachalny

Wizualnie The Secret of Crystal Mountain ma wygląd, który trudniej osiągnąć, niż mogłoby się wydawać. Jest bardzo minimalistyczny, z czystą geometrią i czytelnymi środowiskami, ale jest w nim też bujność, która sprawia, że nie jest pusty. Sama wyspa, widziana w zewnętrznych sekcjach dema, jest piękna – wieże świecących niebieskich kryształów wyrastają z tropikalnej zieleni, a otwarte obszary platformowe rozciągają się szeroko i zachęcają do eksploracji. Wygląda jak coś, w czym chciałoby się zamieszkać… a przynajmniej spędzić weekend na kempingu.

„Uwielbiam to, że jest ten minimalistyczny klimat, a mimo to wciąż jest mnóstwo szczegółów” – powiedziałem Rosenthalowi w trakcie dema. Zaśmiał się. „To mniej więcej to, do czego dążyłem. Coś w rodzaju bujnego, ale też nie przytłaczającego”.

Jeśli miałbym wskazać jeden moment z dema, który zapadł mi w pamięć najbardziej, to jest to mechanika przejmowania kontroli nad ptakami. Mniej więcej w dwóch trzecich typowego przejścia (choć w tej wersji demonstracyjnej wcześniej) zdobywasz pieśń (dosłownie piosenkę), która pozwala ci przejąć kontrolę nad ptakami w świecie. Sposób, w jaki to działa, idealnie wpasowuje się w szersze systemy gry – podczas eksploracji uczysz się pieśni, które są katalogowane w rodzaju śpiewnika, a każda z nich odblokowuje nowe możliwości w otoczeniu.

Obserwowanie, jak ekran się zmienia, gdy przejmuję kontrolę nad ptakiem i szybuję nad krajobrazem, było momentem „wow”, którego się nie spodziewałem. To mechanika, która jest ekscytująca zarówno jako narzędzie do poruszania się, jak i element wewnętrznej logiki świata. W końcu to magiczna wyspa pełna magicznych zdolności, a każda z nich poszerza sposób, w jaki postrzegamy i poruszamy się po świecie.

Samotny projekt wart uwagi

Warto podkreślić, że The Secret of Crystal Mountain to w dużej mierze samotne przedsięwzięcie, tworzone od trzech lat. Biorąc pod uwagę, że pracuje nad nim jeden deweloper, skala tego projektu jest imponująca, zwłaszcza w wersji, którą mogłem zagrać.

Gra jest obecnie planowana na późny 2026 rok na PC (Windows i Mac) oraz Nintendo Switch, a już teraz można dodać ją do listy życzeń na Steamie. W swojej przedpremierowej formie The Secret of Crystal Mountain jest grą, która niewiele od ciebie wymaga, ale daje o wiele więcej, niż można by się spodziewać. Nie mam powodu sądzić, że pełna wersja nie dostarczy jeszcze więcej tego doświadczenia, które przywołuje wspomnienia miejsca, jakiego najwyraźniej potrzebuje moje nostalgiczne, platformowe serce.

Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły