Rockstar Games ma już ugruntowaną pozycję w historii branży, głównie dzięki gigantycznej popularności serii GTA, ale także dzięki mniejszym, niszowym tytułom, które z czasem zyskały status kultowych. To studio, które potrafiło stworzyć absurdalnie dopracowaną grę w ping-ponga, a jednocześnie jedno z najlepszych otwartych światów w historii – Grand Theft Auto: San Andreas. Które inne studio może pochwalić się taką różnorodnością i utrzymaniem tak wysokiego poziomu? Niewiele.
Choć dziś Rockstar kojarzy się głównie z latami pracy nad jednym, pojedynczym tytułem, to w przeszłości studio nieustannie przesuwało granice w wielu gatunkach. Co ciekawe, jedna z najlepszych gier Rockstara zapoczątkowała gatunek, który potem został porzucony zarówno przez samo studio, jak i praktycznie wszystkich innych. Mowa o fenomenalnym L.A. Noire, które udowodniło, że gatunek detektywistyczny ma w grach ogromny potencjał i zasługuje na drugą szansę.
Mam niesamowicie ciepłe wspomnienia związane z L.A. Noire. Gra trafiła w moją obsesję na punkcie rozwiązywania zagadek w sposób, którego wcześniej nie uważałem za możliwy. Zanim poznałem dzieło Team Bondi, pasjonowały mnie gry takie jak Phoenix Wright czy Ghost Trick: Phantom Detective. Kiedy więc L.A. Noire wjechało niczym lśniący cadillac, byłem w pełni gotowy. Oczywiście, będąc nieco młodszym, byłem fatalny w rozwiązywaniu misternie zaprojektowanych przestępstw, mimo niesławnej przesadnej mimiki kłamiących podejrzanych. Jednak bez względu na to, ile razy poniosłem porażkę, zakochałem się we wszystkim, co robiło L.A. Noire – w rozległym otwartym świecie, emocjonujących pościgach, metodycznym przeszukiwaniu miejsc zbrodni i innowacyjnej technologii MotionScan.
Nie byłem w tym odosobniony. Gra odniosła sukces krytyczny i komercyjny, udowadniając, że istnieje zapotrzebowanie na gry detektywistyczne. Wydawało się, że to początek nowej ery, w której ten gatunek stanie obok gier z otwartym światem. Niestety, tak się nie stało. Team Bondi i Rockstar rozstali się po serii kontrowersji, które doprowadziły pierwsze studio do upadku w 2011 roku. Rockstar, poza posiadaniem praw do marki, nie wykazał większego zainteresowania kontynuacją, ograniczając się do kilku misji VR.
Owszem, L.A. Noire było kosztowną produkcją, a technologia MotionScan nie była wtedy w pełni dopracowana, ale potencjał na kolejne części – osadzone w innych czasach, miastach czy z nowym bohaterem – był ogromny. Minęło już 15 lat od premiery, a Rockstar nie daje żadnych sygnałów, by sequel był w planach. Obawiam się, że nie ma go na horyzoncie, a upływ czasu skutecznie zgasił entuzjazm wokół tej marki. Gatunek detektywistyczny jako całość nigdy nie zyskał takiej pozycji w mainstreamie, jakiej można by oczekiwać po sukcesie L.A. Noire.
To nie pierwszy raz, gdy Rockstar pionieruje w jakimś gatunku, by potem go porzucić. Gry w ping-ponga czy symulatory szkoły jak Bully już nie powstają. Owszem, fani wciąż domagają się kontynuacji, ale w obliczu rosnących kosztów i czasu produkcji, studio nie może polegać na niszowych tytułach. To szkoda, bo gry są idealnym medium do tworzenia wciągających i interaktywnych doświadczeń detektywistycznych. Na szczęście nie wszystko stracone.
Choć L.A. Noire nie zdołało spopularyzować gatunku wśród największych wydawców, to podtrzymują go przy życiu studia AA i indie. Przede wszystkim Frogwares, znane z gier o Sherlocku Holmesie, konsekwentnie tworzy gry detektywistyczne. Choć brakuje im poziomu dopracowania Rockstara, ich zagadki są niezwykle wciągające, a najnowsza część, Sherlock Holmes: Chapter One, oferuje nawet rozległy otwarty świat.
Poza Frogwares pojawiły się też wyjątkowe niezależne produkcje, które momentami przewyższają L.A. Noire. Paradise Killer to prawdziwa perełka, a Pentiment od Obsidian Entertainment to bogato nagradzany, znakomicie napisany tytuł detektywistyczny w średniowiecznym wydaniu. To jednak wciąż za mało, by wypełnić lukę po porzuconym przez AAA gatunku. Gry detektywistyczne zasługują na popularność porównywalną z RPG.
Oczywiście, stworzenie wciągającej pętli rozgrywki, która naturalnie łączy analizę mimiki, szukanie wskazówek i dedukcję, jest trudne. Gry detektywistyczne są po prostu trudne do zrobienia dobrze. Bez obecności głośnych, wysokobudżetowych tytułów, nowi deweloperzy rzadziej czerpią z nich inspirację. Gatunek potrzebuje kolejnego blockbustera na miarę L.A. Noire, który pociągnie go do przodu, podobnie jak Na noże zrobiło to dla kina. Być może Rockstar wróci do pomysłu sequela, ale to mało prawdopodobne. Jeśli jednak Frogwares w końcu zdobędzie należną popularność, albo inny znany deweloper spróbuje swoich sił, możemy być świadkami renesansu gatunku, który prawie nastał 15 lat temu.