Wróć
Gry

Zapomniany w 2025 roku następca God of War

~6 min czytania
comicbook.com
Zapomniany w 2025 roku następca God of War

50 gier dziennie – perełki giną w zalewie nowości

W dzisiejszych czasach, gdy średnio około 50 gier ukazuje się każdego dnia, nic dziwnego, że kilka naprawdę wyjątkowych tytułów pozostaje niezauważonych. Mogłyby być kolejnym Balatro, Undertale czy Elden Ring, ale po prostu nie mamy o tym pojęcia, bo zostały pogrzebane przez lawinę innych, zarówno świetnych, jak i mniej udanych produkcji. To, jak sądzę, cena, jaką płacimy za nadmiar, którym tak bardzo lubimy się cieszyć. Oczywiście, wtedy to na fanach takich ukrytych perełek spoczywa obowiązek promowania ich wyjątkowości, bo budżet marketingowy może zajść tylko tak daleko, zwłaszcza jeśli gra jest niezależnym tytułem lub produkcją klasy AA.

Sam jestem fanem jednej z takich gier – tytułu, który został skandalicznie przeoczony, gdy ukazał się w 2025 roku i nadal nie otrzymuje tyle uznania, na ile zasługuje. To, co czyni ten przypadek wyjątkowym na tle innych niedocenionych gier z 2025 roku, to fakt, że naśladuje on styl, ton i oprawę wizualną fenomenalnego rebootu God of War z 2018 roku. To trudne zadanie, ale Echoes of the End dokonało niemożliwego i dostarczyło doświadczenia, które – choć nie do końca porównywalne – oferuje narrację, setting i grafikę w stylu God of War, z unikalnym twistem w postaci pełnej akcji walki.

Echoes of the End ukazało się w sierpniu 2025 roku, zbierając mieszane recenzje. Nietrudno zrozumieć dlaczego – gra, choć ambitna, nie sprostała oczekiwaniom. Próbowała dostarczyć bogatą narracyjnie kampanię dla jednego gracza w stylu God of War, w której eksplorujemy malownicze lokacje inspirowane rodzimą Islandią dewelopera, walczymy z zastępami potwornych wrogów, zarówno fantastycznych, jak i innych, oraz rozwijamy protagonistkę Ryn poprzez szereg systemów progresji w stylu lekkiego RPG. Większość z tego, wraz z epicką ścieżką dźwiękową i oszałamiającą grafiką, udało się osiągnąć, ale walka nigdy nie dorównała frenetycznej akcji God of War, a rozsiane po grze łamigłówki częściej były frustrującym dodatkiem niż potrzebnym urozmaiceniem.

Wszystko zmieniło się wraz z Enhanced Edition Echoes of the End – aktualizacją w stylu 2.0, która całkowicie przerobiła początek gry, znacznie poprawiła walkę, zmodyfikowała animacje, naprawiła zagadki i dodała system strojów, który nadał większy sens schodzeniu z głównej ścieżki. Był to znaczący remont istniejących systemów, który doskonale dopracował to, co już działało, dodając garść uzupełniających mechanik, które jeszcze bardziej podniosły najlepsze cechy Echoes of the End. Innymi słowy, Echoes of the End było już świetną grą w momencie premiery; potrzebowało jedynie odrobiny polerowania, a Enhanced Edition dostarczyło tego z nawiązką.

Gra, którą mamy teraz, to fenomenalne doświadczenie łączące oszałamiająco piękną i szczegółową liniową eksplorację, głęboko poruszającą i kinową narrację z wysokimi stawkami i epickimi walkami z bossami oraz zabawne i intuicyjne łamigłówki z God of War z soulslike’ową walką i mocami siły z Star Wars Jedi. Pod wieloma względami walka w Echoes of the End przewyższa tę z God of War (2018) – liczne odblokowywalne umiejętności Ryn prowadzą do bardziej rozbudowanego i złożonego modelu walki, wymagającego większego wykorzystania otoczenia i myślenia strategicznego, by pokonać zwykłych wrogów i bossów. Mamy tu oczekiwaną walkę wręcz i umiejętności towarzysza, a także zestaw magicznych zdolności, które pozwalają Ryn zrzucać wrogów z klifów lub wbijać ich w kolczaste ściany, przyciągać ich do siebie na zabójczy cios lub odrzucać ich na odległość.

Aspektem Echoes of the End, który zaskoczył mnie najbardziej, była jednak jego narracja. Zbyt mało gier potrafi dostarczyć historię jednocześnie tak rozmachem i intymnie osobistą jak God of War, z tym samym kinowym rozmachem, ale Echoes of the End jest całkiem blisko. Wizualnie jest równie uderzające – epickie momenty pełnej napięcia akcji wciągają, a chwile wyciszenia dostarczają emocjonalnego ciosu, jakiego można oczekiwać. To wszystko byłoby jednak bez znaczenia, gdyby scenariusz i aktorstwo były fatalne, ale to właśnie pod tymi względami Echoes of the End naprawdę błyszczy. Jego złożona wiedza i budowanie świata są podawane w kuszących, niewielkich porcjach, które nigdy nie odciągają uwagi od nadrzędnych tematów rodziny, straty i poczucia bycia outsiderem, a łuki postaci są poprowadzone z taką dojrzałością, że śmiało można argumentować, iż czynią Ryn jedną z najlepszych protagonistek w grach ostatnich lat. Historia Echoes of the End jest tak dobra, że aż żałuję, iż nie mamy więcej gier dążących do tak imponujących wyżyn.

Echoes of the End wyznacza to, co wydaje się początkiem renesansu gier klasy AA, zwłaszcza jeśli chodzi o kinowe przygody dla jednego gracza. Clair Obscur: Expedition 33 oczywiście ukradło show w tym względzie, ale Echoes of the End jest znacznie bliższe typowi gier, których nam brakuje od czasu upadku produkcji AA. Poza God of War i marką narracyjnych tytułów Naughty Dog, nie mamy zbyt wielu liniowych, fabularnych doświadczeń AAA, przynajmniej takich, jakie Echoes of the End wydaje się chcieć wskrzesić.

Najbliższe porównanie do AAA, jakie przychodzi mi na myśl, to Hellblade 2: Senua’s Sacrifice i Marvel’s Guardians of the Galaxy. Na froncie AA mamy wspaniałą serię Plague Tale, która nie miała nowej odsłony od 2022 roku, Stray z 2022 roku, Hi-Fi Rush z 2023 roku, a ostatnio kontrowersyjne 1348: Ex Voto i South of Midnight. W ciągu ostatnich pięciu lat widzieliśmy większy napływ tego stylu gier, ale jasne jest, że nie są już dominującą siłą na scenie gamingowej. To ogromna szkoda, ponieważ tego typu gry zazwyczaj dostarczają o wiele bardziej wciągających i skoncentrowanych doświadczeń niż ich otwartoświatowe odpowiedniki.

Status Echoes of the End jako prawdziwie obowiązkowej, niedocenionej gry RPG sugeruje, że – choć bardzo bym chciał, aby ten gatunek rozkwitł – nie ma aż tak wielkiego pragnienia ze strony społeczności graczy. Mimo to podejrzewam, że w konsekwencji nieustannej walki każdej gry o naszą uwagę, gracze zaczną bardziej cenić krótsze narracyjne doświadczenia, a gry takie jak Echoes of the End zaczną przyciągać znacznie więcej graczy. Wystarczy spojrzeć na sukces lepiej rozpoznawalnych i mających większe budżety tytułów, jak God of War, by zobaczyć, że rośnie apetyt na krótsze, bardziej znaczące przeżycia.

Jeśli gry takie jak Echoes of the End będą nadal dostarczać głębokie i kinowe historie ze szczegółowym budowaniem świata i przekonującymi postaciami (wiem, to trudne zadanie), to podejrzewam, że formuła God of War może znów zyskać na popularności, tak jak miało to miejsce w czasach szóstej i siódmej generacji konsol. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy tego typu gry zdołają przetrwać względny brak uwagi i liczne komercyjne porażki, co wydaje się mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę wspomnianą niedocenioną naturę gier takich jak Echoes of the End. To niefortunny cykl, który doprowadził do upadku gier AA i który jest konsekwencją wspomnianego nadmiaru, w którym zdajemy się smakować. Mam szczerą nadzieję, że się on skończy, że gry w stylu God of War zdołają wywalczyć sobie drogę z powrotem na szczyt, a studia AA, takie jak Myrkur Games, będą mogły nadal tworzyć wpływowe, kinowe przygody dla jednego gracza, takie jak Echoes of the End.

Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły