Okazuje się, że jedna z głównych serii ukazujących się w magazynie "Weekly Shonen Jump" wydawnictwa Shueisha zdołała się uratować przed anulowaniem i od tego czasu ukazuje się już od dwóch lat. "Shonen Jump" przechodzi w ostatnich latach wiele zmian – po tym, jak w szybkim tempie straciliśmy kilka najdłużej ukazujących się hitów magazynu, wiele innych tytułów startowało i równie szybko było kasowanych w nadziei na znalezienie kolejnego przełomowego sukcesu. Nie jest łatwo tym seriom, które balansują na krawędzi.
Manga "Ultimate Exorcist Kiyoshi" autorstwa Shoichiego Usuiego to jedna z takich serii, która nie zrobiła początkowo furory wśród fanów, gdy zadebiutowała w "Shonen Jump" w 2024 roku. Od tego czasu stała się jednak jednym z bardziej stabilnych tytułów w magazynie. Jak ujawniono w dodatku do najnowszego tomu wydanego w Japonii (co zauważył użytkownik @WSJ_manga na platformie X), seria ta była bliska kasacji już po trzech miesiącach, zanim odbiła się w spektakularny sposób.
Jak szczegółowo opisano w najnowszym tomie serii o Tojim Shutenie, manga miała zostać anulowana w "Shonen Jump" mniej więcej w momencie debiutu jednej z Trzech Wielkich Gwiazd. Postacie te były przedstawiane jako jedni z najpotężniejszych egzorcystów, a Kiyoshi musiał zdać ich test, aby samemu stać się egzorcystą rangi Grand Cross. W retrospektywie ma to sens, ponieważ seria zdawała się zmierzać ku punktowi kulminacyjnemu wraz z debiutem Wielkiego Władcy Demonów, Asuty Rotha, w rozdziale 19 (co zazwyczaj jest numerem rozdziału, w którym dochodzi do wczesnych anulacji).
Asuta Roth został przedstawiony jako najpotężniejszy demon, co doprowadziło do wielkiej walki z Kiyoshim. Jednak seria okazała się na tyle dobrze sprzedawać, że uratowała się przed kasacją. W dodatku do tomu ujawniono, że niektóre pomysły musiały zostać przesunięte i zmienione, ponieważ manga nie zmierzała już ku wielkiemu finałowi. W retrospektywie tłumaczy to, dlaczego Asuta Roth nie był jedynym Wielkim Władcą Demonów w okolicy. Zamiast być określanym jako "ten jedyny" Wielki Władca Demonów, po zakończeniu walki okazuje się, że jest jednym z trzech.
To także wyjaśnia, dlaczego "Ultimate Exorcist Kiyoshi" od dłuższego czasu sprawia wrażenie, jakby nieustannie zbliżało się do punktów kulminacyjnych. Każdy nowy łuk fabularny wydaje się na tyle duży, by mógł być tym ostatnim, a każdy z nich przedstawia fanom kolejną grupę demonów, która jest silniejsza od poprzedniej. To klasyczna formuła "Shonen Jump", która ujawnia, że seria zwycięstw prowadzi tylko do jeszcze trudniejszych walk pojawiających się znikąd – manga prawdopodobnie przez cały ten czas balansowała na granicy anulowania.
Dzięki temu seria ma unikalną energię, której nie widać w reszcie magazynu. To nostalgiczne uczucie widzieć, jak każdy łuk kończy się ogromną walką, która mogłaby być ostatecznym finałem, by potem okazało się, że w następnym czeka jeszcze większe starcie. To sprawia, że czyta się ją ekscytująco i ta tendencja prawdopodobnie się utrzyma, dopóki manga nie doczeka się kiedyś własnej adaptacji anime.