Wróć
Gry

25 lat temu otrzymaliśmy najdziwniejszą grę symulacyjną, której żadna inna gra nie była w stanie pobić

Tom Wilson Autor
~5 min czytania
comicbook.com
25 lat temu otrzymaliśmy najdziwniejszą grę symulacyjną, której żadna inna gra nie była w stanie pobić

Niewiele gier z dzieciństwa pamiętam tak żywo, ale ta jedna pozostaje niezapomniana

Niewiele jest gier z dzieciństwa, które pamiętam tak żywo. Z wiekiem nawet te najbardziej zwariowane i fantastyczne tytuły, które uwielbiałem, odchodzą w niepamięć, pozostając ledwie wspomnieniem, którego nie mogę do końca przywołać, gdy próbuję opowiedzieć o nich znajomym. Jest jednak garść gier tak legendarnie dobrych, tak głęboko wpływowych, że myślę o nich praktycznie codziennie. Nie były to może najlepsze ani nawet moje ulubione produkcje, ale zrobiły coś tak niesamowicie unikalnego, że utkwiły we mnie na lata.

Jedną z takich gier był symulator strategiczny, który zrobił coś, czego nie widziałem wcześniej w żadnej innej grze i co do dziś nie doczekało się godnego następcy. Jego podejście do gatunku symulacji było niezwykle charakterystyczne i wyraźnie zapadające w pamięć, co czyni go jedną z wielu doskonałych gier strategicznych sprzed ponad dwóch dekad, które do dziś poleciłbym każdemu. Tą grą było Black and White 2 – tytuł tak dziwny, a jednocześnie tak genialnie sprytny, że wspomnienia z dzieciństwa są równie silne, jak łzy płynące podczas finału mojej ulubionej gry wszech czasów.

Moje wspomnienia z Black and White 2 krążą wokół podnoszenia lojalnych poddanych i rzucania nimi, głaskania ogromnego psa, najeżdżania pobliskich osad i gromadzenia ogromnych zapasów drewna. Niektóre z tych elementów mogą wydawać się typowe dla gatunku symulacji i pod wieloma względami Black and White 2 oferowało dość standardowe doświadczenie. Zarządzało się rozwijającą się starożytną grecką osadą, budując domy, wycinając drzewa, odpierając najeźdźców i dbając o zadowolenie mieszkańców. Gdyby to było wszystko, założyłbym, że nie utkwiłoby mi w pamięci tak mocno, jak to miało miejsce. Jednak, jak wspomniałem, ta gra pozwala podnosić i rzucać swoimi ludźmi. No i głaskać wielkiego psa.

To dlatego, że Black and White 2 było bardziej grą o byciu bogiem niż prostym symulatorem. Zamiast obserwować wszystko z góry jak wszechwiedzące bóstwo, było się nim – a przynajmniej jego ręką. Z każdym elementem gry interagowało się dosłownie ręką, podnosząc drewno, by je przechować, czy przenosząc budynki – zgadliście – podnosząc je i przenosząc w inne miejsce. Sprawowało się władzę nad cywilizacją jako bóg, dysponując przy tym zaskakującą ilością mocy. Gra posiadała również system moralności – rodzaj wznoszonych budynków, sposób traktowania ludności i liczba prowadzonych wojen wpływały na to, czy byliśmy dobrzy, źli, czy gdzieś pośrodku. Wspomniany wcześniej olbrzymi pies (może to być też kilka innych zwierząt) był naszym awatarem i odzwierciedlał moralne wybory w swoim zachowaniu wobec otoczenia.

Już samo pisanie o tym sprawia, że tęsknię za graniem w tę grę. Było to naprawdę unikalne podejście do niesamowicie przesyconego gatunku, którego praktycznie nikt nie próbował powtórzyć. Niedawno nieco niesławny twórca gry, Peter Molyneux (który stworzył równie nowatorskie Fable), wydał nową grę o bogach, która jednak przepadła z powodu dziwacznych ograniczeń i zbytniego odejścia od formuły z jego znacznie lepszej serii Black and White. Poza nią, nie ma naprawdę żadnego innego doświadczenia, które dawałoby taką bezpośrednią kontrolę i zaangażowanie, jak Black and White 2.

Niestety, Black and White 2 jest całkowicie niedostępne na nowoczesnych platformach czy cyfrowych sklepach PC, co czyni je nieosiągalnym, chyba że posiada się fizyczną płytę sprzed 25 lat. Jak wyjaśniono w znakomitym dokumencie /noclip na YouTube, prawa do Black and White są rozproszone. Microsoft posiada prawa do własności intelektualnej i kodu gry, co teoretycznie oznacza, że jest właścicielem marki. Niestety, EA posiada prawa wydawnicze, co sprawia, że Microsoft nie może nic zrobić z Black and White bez zaangażowania i zgody EA. Gra tkwi więc wiecznie w ponurym czyśćcu, z którego nigdy nie ucieknie.

Oczywiście, biorąc pod uwagę, że Black and White 2 i jego poprzednik należą do najbardziej niedocenianych gier i nie były na tyle dużymi komercyjnymi hitami, by zagwarantować sobie dalsze istnienie, mało prawdopodobne jest, by EA i Microsoft połączyły siły, by zadowolić mnie i garstkę innych zagorzałych fanów pragnących sequela. To niewątpliwie szkoda, ale oczekiwany rezultat, zwłaszcza dla serii, która osiągnęła szczyt na długo przed tym, zanim gry stały się tak popularnym i wszechogarniającym medium. Teraz więc zadaniem innych deweloperów jest kontynuowanie dziedzictwa Black and White i dostarczenie podobnego doświadczenia.

Na razie nic takiego nie powstaje, a byłbym zdumiony, gdyby kiedykolwiek wydano coś podobnego do Black and White 2. Być może, jeśli nowa gra Molyneux, Masters of Albion, zmieni nieco kierunek i bardziej skupi się na elementach, które uczyniły Black and White tak wspaniałym, doczekamy się prawdziwego duchowego następcy. Jednak poza tym nie mam wielkiej nadziei, że zobaczymy cokolwiek z gatunku gier o bogach. To, jak mam nadzieję, dobitnie zasugerowałem, jest druzgocącą stratą, ponieważ jest to, moim zdaniem, najbardziej angażująca i innowacyjna forma oklepanego gatunku symulacji, jaką kiedykolwiek przeżyłem.

Gra tchnęła nowe życie w serię tytułów, które nie miały wiele więcej do zaoferowania w czasach, które rozpaczliwie potrzebowały innowacji. Nowe podejście do wyeksploatowanych gatunków jest zawsze mile widziane, a gatunek symulacji wciąż pilnie potrzebuje odświeżenia. Może pewnego dnia doczekam się duchowego następcy Black and White 2, o którym zawsze marzyłem, ale do tego czasu muszę zadowolić się bardzo żywymi wspomnieniami rzucania ludźmi i głaskania tego wspomnianego już bardzo dużego psa.

Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły