Seriale
Gwiazdy "Cape Fear" ujawniają rolę Scorsese i Spielberga w thrillerze Apple TV
Spencer Perry
Autor
~3 min czytania
comicbook.com
Obsada serialu *Cape Fear* od Apple TV zdradza, jak duży wpływ na nową produkcję mieli reżyserzy Steven Spielberg i Martin Scorsese.
Prawa do hollywoodzkich projektów to skomplikowana sprawa, która z biegiem lat stała się jeszcze bardziej zagmatwana. Jeden z najbardziej nietypowych przypadków miał miejsce całkiem niedawno, gdy Steven Spielberg i Martin Scorsese zamienili się realizowanymi filmami. Na początku lat 90. Spielberg pracował nad remakiem „Przylądka strachu” J. Lee Thompsona z 1962 roku, ale uznał, że jest zbyt brutalny. Zaproponował więc projekt swojemu przyjacielowi, Martinowi Scorsesemu, w zamian za inny film, który ten właśnie odłożył na półkę – „Listę Schindlera”. Reszta jest historią, ale to nie koniec tej opowieści.
W tym tygodniu Apple TV oficjalnie udostępni pierwsze odcinki serialowej wersji „Przylądka strachu”, w której zarówno Spielberg, jak i Scorsese figurują jako producenci wykonawczy. Choć w Hollywood często jest to tytuł czysto honorowy, nie mogliśmy nie zapytać, jaki był rzeczywisty wkład obu panów w powstanie serialu. W rozmowie z ComicBook.com gwiazda serialu, Lily Collias, przyznała, że choć nigdy nie pojawili się na planie, to: „Docierały do nas strzępki informacji o tym, co sądzą o poszczególnych odcinkach, co było ekscytujące”.
Joe Anders, wcielający się w nową postać w serialu „Przylądek strachu”, rozwinął wątek zaangażowania dwóch zdobywców Oscarów. Zdradził, że choć byli aktywnie włączeni w proces, to przede wszystkim chcieli, aby zespół twórców nadał serialowi własny charakter. Dodał:
„Myślę, że byli bardzo zaangażowani w cały proces, ale jednocześnie dali ludziom pracującym nad odcinkami, poszczególnym reżyserom i Nickowi (Antosce, twórcy i showrunnerowi) wolną rękę, aby stworzyli serial, jaki chcieli. Byli jakby w małym, tylnym pokoju, obserwując wszystko i raportując, ale nie mieliśmy z nimi zbyt wiele bezpośredniego kontaktu”.
Trudno się dziwić, że zarówno Spielberg, jak i Scorsese chcieli dzielić się uwagami (w końcu ich nazwiska widnieją w napisach), ale też nie chcieli mieć zbyt dużego wpływu na ostateczny kształt. Każda kolejna wersja „Przylądka strachu”, wywodząca się z powieści Johna D. MacDonalda „The Executioners”, była mocno osadzona w czasach, w których powstawała.
Film z 1962 roku, z kultowymi Gregorym Peckiem i Robertem Mitchumem, był jak na swoje czasy szokujący, mimo minimalnej ilości przemocy na ekranie. Wersja z 1991 roku z Robertem De Niro i Nickiem Nolte’em miała jeszcze bardziej złowieszczy ton, dodawała złożoności dynamice rodzinnej i pokazywała przemoc w realistyczny sposób. Dotychczasowe recenzje serialu Apple TV wskazują, że nowa odsłona również zdołała wypracować sobie własną tożsamość. Nie tylko unowocześnia historię, dodając dodatkowej złożoności rodzinie Bowdenów (żona Toma, Anna, jest teraz prawniczką, co bezpośrednio wplątuje ją w fabułę), ale także kreacja Javiera Bardema jako złowrogiego Maxa Cady’ego wyraźnie odróżnia się od poprzednich wcieleń tej postaci.
Pierwsze dwa odcinki „Przylądka strachu” zadebiutują na Apple TV w ten piątek.
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →