Fani komiksów to przede wszystkim ludzie pełni pasji. Potrafimy spędzać godziny na przeczesywaniu forów, sekcji komentarzy i mediów społecznościowych, by analizować każdy szczegół historii o superbohaterach, a kłótnie rzadko pozostają długo uprzejme. W tym tygodniu „Superman” Jamesa Gunna znów stał się tematem numer jeden, gdy część fanów DC wycelowała w dostrzeżoną wadę filmu z 2025 roku. W produkcji Lex Luthor (Nicholas Hoult) z powodzeniem klonuje Supermana (David Corenswet), tworząc genetyczną kopię na tyle szczegółową, by ta mogła dostać się do Samotni. Jednak Lex ani razu nie połączył twarzy klona z łagodnym reporterem Daily Planet, Clarkiem Kentem. Argument szybko się rozprzestrzenił, przedstawiany jako dowód na dziurę fabularną na tyle poważną, by podważyć skądinąd chwaloną wizję Gunna dla uniwersum DC. Na szczęście Gunn znalazł czas, by osobiście odnieść się do krytyki na Threadsie.
„Lex nie wie, kim on jest, ale nie wiem, skąd miałby wiedzieć” – napisał Gunn, dzieląc swoją odpowiedź na trzy punkty. „A) Lex uważa, że Superman to odłączony od Ziemi kosmita, który chce przejąć świat, więc nie wiem, czemu zakładałby, że ma on »tajną tożsamość«. B) Hipno-okulary istnieją naprawdę. Clark wygląda jak inna osoba. C) Bycie geniuszem w niektórych dziedzinach (w przypadku Lexa – genetyce, elektrochemii, nanotechnologii, fizyce jądrowej i kwantowej, by wymienić kilka) nie oznacza, że jest się geniuszem we wszystkich. Jak wielu naukowców (i artystów!), może przeoczyć podstawowe rzeczy”. W tym przypadku Gunn nie musiał się nawet tłumaczyć – fani mogli rozstrzygnąć spór, sięgając po komiksy DC.
Obrona Gunna odzwierciedla dziesięciolecia rozumienia postaci Lexa Luthora, które komiksy wypracowały na długo przed tym, jak jakakolwiek adaptacja filmowa podjęła to pytanie. Najlepszym przykładem jest przełomowa seria Johna Byrna o Supermanie z 1986 roku, w której Lex dosłownie dostaje dowód, że Clark Kent to Superman, ale go odrzuca. Powód, jak ujął to Byrne, to głęboka porażka wyobraźni – Lex nie jest w stanie pojąć, dlaczego istota o boskiej mocy wybrałaby spędzanie połowy swojego życia na udawaniu zwykłego człowieka. Elitaryzm i przerost pewności siebie to główne wady charakteru, które czynią z niego tego złoczyńcę, jakim jest, a „Superman” Gunna doskonale podąża za komiksową tradycją. Człowiek, który wierzy, że władza jest jedynym szczerym wyrazem prawdziwej natury, nie jest w stanie przetworzyć myśli, że najpotężniejsza istota na Ziemi wybiera pracę w gazecie.
Hipno-okulary wzmacniają ten punkt z innej strony, a ich obecność w filmie Gunna niesie ze sobą więcej komiksowej historii, niż mogłoby się wydawać przypadkowym widzom. Koncepcja zadebiutowała w „Supermanie” #330 z 1978 roku, napisanym przez Martina Pasko i narysowanym przez Curta Swana, po sugestii przesłanej do listów od fana Ala Schroedera III. Ten zeszyt ujawnia, że okulary Clarka są wykonane z kryptońskich materiałów, które wzmacniają jego wrodzoną moc superhipnozy. Każdy, kto nawiąże kontakt wzrokowy z Clarkiem Kentem, jest subtelnie wpływany, by postrzegać go jako zupełnie inną osobę niż Superman. Przebranie jest więc aktywnym efektem psychicznym, działającym nieustannie pod powierzchnią. Gunn przyjął Hipno-okulary, ponieważ rozwiązują one najbardziej uporczywą krytykę dotyczącą kamuflażu Clarka Kenta, nie wymagając od widzów akceptacji, że wszyscy wokół niego są po prostu ślepi. To bez wątpienia dziwny element Srebrnej Ery, który nigdy nie zdobył szerokiej popularności w komiksach po swoim debiucie. Jednak jego podstawowa logika się trzyma – Lex Luthor, mimo całej swojej potwierdzonej inteligencji, podlegałby temu efektowi tak samo jak każdy inny.
„Superman” jest obecnie dostępny do streamowania na HBO Max.