Minęły dokładnie 24 lata od premiery najlepszej komedii młodzieżowej XXI wieku, a jej ogromny wpływ na ten gatunek w ciągu ostatnich dwóch i pół dekady jest trudny do przecenienia. Lata 80. i 90. obfitowały w kultowe filmy o nastolatkach – od klasyków Johna Hughesa, takich jak „Wolny dzień Ferrisa Buellera” i „Klub winowajców”, po inteligentne przeróbki literackich tekstów, jak „Okrutne intencje”, „Bez skrupułów” czy „Zakochana złośnica”. Jednak tylko jeden film młodzieżowy z lat 2000. może pretendować do miana najbardziej ikonicznego przedstawiciela gatunku tej dekady.
Premiera „Mean Girls” (w polskiej wersji „Wredne dziewczyny”) odbyła się 24 lata temu, 30 kwietnia 2004 roku. Scenariusz napisała legenda komedii, Tina Fey, a za kamerą stanął Mark Waters, reżyser „Zakręconego piątku”. W obsadzie znalazły się takie gwiazdy jak Rachel McAdams, Amanda Seyfried, Amy Poehler, Lizzy Caplan, Tim Meadows i Lacey Chabert, a główną rolę naiwnej nastolatki Cady, która przechodzi do nowej szkoły, zagrała Lindsay Lohan. Bez ostrzeżenia wrzucona w bezwzględny świat szkolnej socjotechniki, Cady szybko staje się pionkiem w grze o popularność, której stawką jest przynależność do elitarnej grupki dziewcząt zwanej Plastics.
Kiedy sympatyczni outsiderzy, Janice i Damian, biorą Cady pod swoje skrzydła, namawiają ją, by infiltrowała Plastics. Dzięki temu Janice będzie mogła zrealizować swoje dawne plany zemsty na królowej grupy, Reginie George. Sytuacja szybko wymyka się spod kontroli – Cady staje się pełnoprawną członkinią Plastics, a z czasem staje się nawet bardziej toksyczna niż jej manipulująca mentorka. Luźno oparty na książce non-fiction „Queen Bees and Wannabes” Rosalind Wiseman, film „Mean Girls” to wyjątkowo cięta, ale wciąż pełna ciepła komedia młodzieżowa.
Choć istnieje kilka innych poważnych kandydatur do tytułu najlepszego filmu młodzieżowego po roku 2000, żadna z nich nie może równać się z „Mean Girls” pod względem wpływu na kulturę. Noir dla nastolatków „Brick” w reżyserii Riana Johnsona czy psychodeliczny „Donnie Darko” z 2002 roku były genialnymi eksperymentami gatunkowymi, ale zbyt niszowymi, by dorównać kulturowemu oddziaływaniu „Mean Girls”. Z kolei „Do Revenge” z 2022 roku to znakomity satyryczny thriller, aktualizujący klasyczny film Hitchcocka „Nieznajomi z pociągu” na potrzeby komedii młodzieżowej, ale cała jego historia i styl są wyraźnie twórczo zadłużone u „Mean Girls”.
Oczywiście, „Do Revenge” nie jest tu wyjątkiem. „Łzy słońca”, świetna niezależna komedia „Bottoms” z 2023 roku, „John Tucker Must Die”, „The Duff”, „She’s the Man” czy „Angus, Thongs and Perfect Snogging” – wszystkie one czerpią z poczucia humoru filmu z 2004 roku. Z kolei wrażliwy, przemyślany debiut Bo Burnhama „Eighth Grade” i mroczniejszy dramat „The Edge of Seventeen” z 2017 roku dzielą z „Mean Girls” zarówno komentarz społeczny, jak i przejmujące dramaty, które kryją się w przebiegłym, pełnym empatii scenariuszu Tiny Fey. Również „Booksmart” i „Unpregnant” zawdzięczają „Mean Girls” przystępne wprowadzenie do idei feministycznych.
Nawet remake „She’s All That” z odwróconymi rolami płci, zatytułowany „He’s All That”, ma tego samego reżysera co „Mean Girls”, co dodatkowo dowodzi, że cień tego klasyka jest nie do uniknięcia w świecie filmów młodzieżowych po roku 2000. Choć musicalowy remake z 2024 roku nie zdołał odtworzyć magii oryginału, „Mean Girls” pozostaje prawdziwie ikonicznym i niezastąpionym dziełem w kanonie kina młodzieżowego, ponad dwie dekady po swoim debiucie.