Wróć
Filmy

Oficjalna odpowiedź na krytykę rebootu "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną

Chris Agar Autor
~3 min czytania
comicbook.com
Oficjalna odpowiedź na krytykę rebootu "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną

Reżyser nowego "Teksańskiej masakry" odpowiada krytykom serii

Jeden z najważniejszych horrorów w dziejach kina doczeka się nowej odsłony. Potwierdzono, że Curry Barker, reżyser filmu "Obsession", pokieruje rebootem "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną". Oryginał z 1974 roku uchodzi za absolutną klasykę gatunku, a kontynuacje – zdaniem wielu – nie zdołały dorównać mu poziomem. Osiem sequeli, które powstały później, zbierało mieszane i negatywne recenzje, przez co niektórzy zastanawiają się, czy w ogóle warto wracać do tej serii. Barker doskonale zdaje sobie sprawę z tych wątpliwości i ma już pomysł, jak sprawić, by nowy film był wyjątkowy.

W rozmowie promującej kinową premierę "Obsession" (za pośrednictwem bigfatcult na Instagramie) Barker odniósł się do sceptycyzmu wobec swojego rebootu. "Wiem, że powstało wiele remake'ów. Widziałem w komentarzach pod ogłoszeniami, że robię ten film, że wiele osób jest podekscytowanych, ale sporo też mówi: 'dajcie już temu spokój, wszystko już było' – powiedział. – Pozwolę sobie się nie zgodzić. Naprawdę uważam, że potencjał tej serii nie został jeszcze w pełni wykorzystany. Myślę, że wiele remake'ów poszło w złym kierunku. Bardzo cieszę się, że mogę zrobić »Teksańską masakrę piłą mechaniczną«, która nie będzie tylko o facecie ganiającym ludzi z piłą. Będzie w tym serce. Będziecie zależeć na tych postaciach i chcieć, by przetrwały. A przy tym będzie brutalnie".

Nierówny poziom krytyczny sequeli to chyba główny argument za tym, że reboot jest potrzebny. To seria i pomysł, które mają ogromny potencjał, ale wcześniejsze próby nie zostały zrealizowane najlepiej. Po latach nierównych produkcji marka potrzebuje świeżej krwi, nowej energii i wizji. Gdyby seria miała na koncie wiele uznanych odsłon, można by dyskutować, czy reboot ma sens. Ale patrząc na stan rzeczy, jest tylko jedna droga – w górę. Z tej perspektywy decyzja o restarcie "Teksańskiej masakry" wydaje się jak najbardziej uzasadniona.

Jest sporo powodów do optymizmu. Przede wszystkim prawa do franczyzy zdobyło A24 – studio, które od lat słynie z nieszablonowych, artystycznych filmów gatunkowych. Młody reżyser jak Barker dostanie pełną swobodę twórczą, by opowiedzieć historię po swojemu. A biorąc pod uwagę reakcje na "Obsession" (który zebrał świetne recenzje podczas zeszłorocznego festiwalu w Toronto), to niezwykle budujące. Film Barkera chwalono za humor i trzymającą w napięciu akcję, więc z niecierpliwością można czekać na to, co zrobi, mając więcej środków i kultową postać Leatherface'a.

Słowa Barkera sugerują, że najważniejsza będzie dla niego dobra historia. Chce, by jego "Teksańska masakra" miała "serce", by widzowie naprawdę angażowali się w to, co dzieje się na ekranie. To właściwe podejście. Owszem, fajnie będzie patrzeć, jak Leatherface gania ludzi z piłą, ale widzowie muszą mieć powód, by przejmować się losem bohaterów. To wiedzieli najlepsi twórcy od dekad – "Szczęki" nie byłyby tak udane bez trójki Brody'ego, Hoopera i Quinta. Barker nie zdradza szczegółów, ale wyraźnie myśli o dynamice postaci i łukach fabularnych, które uzupełnią sceny akcji, by film nie był tylko montażem rozcinanych ludzi.

Świetnie, że nowa "Teksańska masakra" ma mieć solidną dawkę treści, ale ostatecznie główną atrakcją będą makabryczne śmierci. Dlatego cieszy, że Barker nie zamierza unikać brutalności i chce w pełni oddać przerażającą naturę sytuacji, w jakiej znajdą się bohaterowie. Podkręcenie poziomu krwi i gore może wzmocnić opowiadaną historię. Im bardziej przerażające będą stawki, tym bardziej będziemy chcieli, by postacie przetrwały. Barker jest pełen pasji do tej franczyzy i wydaje się iść w dobrym kierunku – z niecierpliwością czekamy, co wymyśli.

Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły