Jeszcze zanim film trafił do szerokiej dystrybucji, wiemy już, kto pojawia się w kultowym cameo na końcu "Masters of the Universe". I choć niektórzy pozbawieni skrupułów "fani" udostępniają nagrania z ekranu z przedpremierowych pokazów, to tym razem informacja pochodzi z oficjalnego źródła – od samej aktorki wcielającej się w nową postać. OSTRZEŻENIE: Poniższy tekst zawiera POWAŻNE SPOILERY dotyczące filmu "Masters of the Universe".
Kultowa postać z uniwersum He-Mana, She-Ra, pojawia się w końcówce filmu w reżyserii Travisa Knighta. Choć sposób, w jaki nakręcono scenę po napisach, miał utrzymać tożsamość aktorki w tajemnicy, teraz wiemy, kto krył się za kostiumem. Dzięki niesamowitemu wpisowi na Instagramie, Lauren Saliu ujawniła (w już usuniętym poście) nie tylko, że to ona gra She-Rę, ale także pokazała zbliżenie na kultowy kostium postaci (który w finale filmu widzimy tylko od tyłu). Podzieliła się też zdjęciami z planu. Oto jak wygląda She-Ra – a także nagranie ze sceny w trakcie napisów, bo najwyraźniej zasady kinowej etykiety już nikogo nie obchodzą.
Jej oryginalny wpis brzmiał: "Tajemnica wyszła na jaw. Jestem podekscytowana, że mogę w końcu podzielić się informacją, że pojawiam się jako She-Ra w scenie po napisach w 'Masters of the Universe'. Jestem bardzo wdzięczna i świetnie się bawiłam, wcielając się w She-Rę, Księżniczkę Mocy… Przechodziłam liczne przymiarki i skany 3D, aby kostium został wykonany idealnie na moje wymiary. Rzemiosło i dbałość o szczegóły są niesamowite." Po negatywnej reakcji na oryginalny post, aktorka go usunęła, przeprosiła za zepsucie zakończenia i obiecała opublikować go ponownie w przyszłym tygodniu.
Zapytany przed premierą o możliwość pojawienia się She-Ry w filmie, Travis Knight był, co zrozumiałe, wymijający. Decyzja o pominięciu jej w głównej historii została podjęta, by skupić się na opowieści Adama, co ma sens po obejrzeniu filmu. Knight powiedział magazynowi SFX: "Niewiele mogę powiedzieć o She-Rze. Dla mnie zawsze była ona ważną częścią świata 'Masters' i historii Adama. W dłuższej perspektywie, jeśli będziemy mieli szczęście opowiedzieć więcej historii w tym uniwersum, She-Ra odegra w nich ogromną rolę." Dodał, że "zdecydowanie odbyliśmy wiele, wiele rozmów na temat tej postaci" i zasugerował, że She-Ra mogła mieć większą rolę we wcześniejszej wersji filmu: "W filmie były gigantyczne sceny, których już nie ma. Jestem bardzo dumny z filmu, ale są rzeczy, które uwielbiam, a które musieliśmy wyciąć. Mam nadzieję, że kiedyś ujrzą światło dzienne."
Czy te sequele powstaną? Wstępne prognozy kasowe dla "Masters of the Universe" nie są najlepsze, mimo pozytywnych recenzji krytyków (widziałem film – to solidne 3,5-4 na 5 i mnóstwo dobrej zabawy), więc trudno powiedzieć, czy przerodzi się to we franczyzę. Niestety, byliśmy już w takiej sytuacji: "Dungeons & Dragons: Złodziejski honor" było świetne, ale nie poradziło sobie w box office i jakiekolwiek rozmowy o sequelach ucichły. Miejmy nadzieję, że pozytywne opinie pomogą "Masters of the Universe" wypaść lepiej w dłuższej perspektywie. Jak Knight ujawnił magazynowi SFX, jest tylko jeden sposób, by przekonać studia do sequeli – sprzedaż biletów: "Taka jest rzeczywistość… Firma taka jak Amazon nie weźmie na siebie takiej własności, jeśli nie widzi potencjału do opowiedzenia większej liczby historii w tym świecie – i zgadzam się z tym punktem widzenia. 'Masters' to bardzo gęste uniwersum. Jest w nim mnóstwo mitologii, mnóstwo niesamowitych, interesujących postaci i mnóstwo różnych typów historii, które można w nim opowiedzieć."