Robert Downey Jr. w końcu zdradził, dlaczego zdecydował się wrócić do Marvel Cinematic Universe, by wcielić się w złoczyńcę. Podczas San Diego Comic-Con 2024 Marvel Studios ujawniło plany na dokończenie Sagi Multiwersum, potwierdzając dwa kolejne filmy o Avengers. Bracia Russo, odpowiedzialni za "Avengers: Koniec gry", zostali zatrudnieni do wyreżyserowania finałowych widowisk, ale największą niespodzianką okazał się powrót Downeya Jr. – nie jako Tony’ego Starka / Iron Mana, ale jako nowego wielkiego antagonisty, doktora Victora von Dooma.
Nie jest tajemnicą, że ogłoszenie spotkało się z mieszanym przyjęciem. Choć widok Downeya Jr. z powrotem we franczyzie, którą zapoczątkował, cieszył, wielu odniosło wrażenie, że to zabieg Marvela mający na celu wykorzystanie nostalgii i rozpoznawalności nazwiska. Saga Multiwersum była bowiem burzliwa, a jej plany pokrzyżowało zwolnienie Jonathana Majorsa, którego Kang Zdobywca miał być nowym Thanosem. Teraz, gdy premiera "Avengers: Doomsday" zbliża się wielkimi krokami, Downey w rozmowie z Branem Ferrenem w programie "Conversations for our Daughters" wyjaśnił, co nim kierowało:
"I tak, znowu, to, co on naprawdę zrobił, to powiedział: 'Chcę obsadzić cię wbrew typowi, bo wiem, że Downey jest tak samo Straussem, jak i Tonym Starkiem'. Czasem wszechświat ma szerszą perspektywę i ktoś mówi: 'Hej, zgadnij co? Myślę, że dasz radę zrobić coś, czego ludzie nigdy nie widzieli u ciebie dobrze, i stawiam na to'. A ty wtedy myślisz: 'O cholera'. Więc pojawia się poczucie obowiązku, które może być matką deformacji. Ale myślę, że uznanie i docenienie objawia się w pocie czoła. Pracowałem więc jak wół, żeby być doskonale przygotowanym. Sidney Lumet byłby zadowolony z tego, jak stawiłem się na planie."
"Teraz zanurzam palec u nogi z powrotem, ale szczerze czuję, że nie chcę mówić, że zasłużyłem na prawo dostępu, którego nie ma żaden aktor na wynajem. Zawsze miałem w sobie to coś – nawet w 'Chaplinie' chodziło o jego przejście z epoki niemego kina do filmów dźwiękowych, czyż nie? Tak naprawdę wszystko zmierzało do 'Wielkiego Dyktatora', który był najważniejszym oświadczeniem w jego całej artystycznej karierze. A teraz, po latach grania Tony'ego Starka, wracam do Marvela. Bez Lewisa Straussa i bez poparcia Nolana, nie miałoby to sensu – mówić: 'O tak, nacisnę ten guzik jeszcze raz, ale teraz zrobię to w tym gatunku'. To, co mnie naprawdę interesuje, to zagłębienie się w to, co dzieje się za kulisami świata, bez obawy przed skalą."
Poznanie kulis decyzji Downeya Jr. o powrocie i powiązanie jej z doświadczeniami z planu "Oppenheimera" Christophera Nolana skutecznie rozwiewa obawy, że chodzi tu wyłącznie o próbę odzyskania dawnej chwały. Aktor nigdy nie zawiódł jako Iron Man – zawsze dawał z siebie wszystko, nawet w projektach, w których nie był na pierwszym planie. Uspokaja jednak świadomość, że Downeya Jr. do powrotu do MCU motywowały artystyczne ambicje.
Co ciekawe, jego nawiązania do tego, jak Nolan sprawił, że jako Strauss w "Oppenheimerze" był nie do poznania, idealnie współgrają z tym, co wiemy o Doktorze Doomie. Zwiastun "Avengers: Doomsday" pokazany na CinemaCon 2026 potwierdził, że Downey Jr. posługuje się w filmie akcentem, co już odróżnia go od Tony’ego Starka. Zgodnie z komiksami, twarz Doktora Dooma jest oszpecona i zniekształcona, co prawdopodobnie znajdzie odzwierciedlenie w filmie. Wygląda na to, że celem Downeya Jr. jest bycie jak najmniej rozpoznawalnym podczas grania tej postaci. To niezwykle ważne, biorąc pod uwagę, że publiczność jest przyzwyczajona do oglądania go jako Iron Mana i istniały obawy, czy uda mu się wyraźnie odróżnić Doktora Dooma od superbohatera.
Stwierdzenie, że występ Downeya Jr. będzie miał ogromny wpływ na sukces "Avengers: Doomsday", to mało powiedziane. Na szczęście zarówno aktor, jak i Marvel Studios wiedzą, jak podejmować ryzyko i działać pod presją – wszak Iron Man w 2008 roku był gigantycznym hazardem. 18 lat później to partnerstwo musi znów solidnie zapracować, by utrzymać MCU przy życiu.
"Avengers: Doomsday" trafi do kin 18 grudnia 2026 roku.