Wróć
Wywiady

Sean Gunn zdradza przyszłość Maxwella Lorda w DCU

Brandon Zachary Autor
~5 min czytania
comicbook.com
Sean Gunn zdradza przyszłość Maxwella Lorda w DCU

Sean Gunn zdradza sekrety Weasela i przyszłość Maxwell Lorda w DCU

Sean Gunn zawsze czuje się najlepiej, gdy reżyserzy pozwalają mu być dziwnym. Po przełomowej roli ekscentrycznego Kirka w "Gilmore Girls", aktor pojawił się gościnnie w wielu serialach i zagrał drugoplanowe role w filmach – w tym w tych wyreżyserowanych przez jego brata, Jamesa Gunna. Współpracowali przy trylogii "Strażnicy Galaktyki", gdzie Sean odpowiadał za motion capture dla Rocket Raccoona, a także wcielił się w Kraglina, prawą rękę Yondu.

To, co mogło być epizodyczną rolą, przerodziło się w coś znacznie ciekawszego. Kraglin stopniowo stał się jednym z najważniejszych drugoplanowych bohaterów trylogii, by ostatecznie dołączyć do drużyny. Gunn poszedł za bratem do nowego uniwersum DC, gdzie zagrał już dwie znaczące role – na wpół dziką Łasicę w "Legionie samobójców" i "Potwornej kompanii" oraz ultrabogatego przemysłowca Maxwella Lorda w "Supermanie" i "Peacemakerze".

W rozmowie z ComicBook na LVLUP Expo w Las Vegas Gunn opowiedział o obu rolach i zdradził, co najbardziej ekscytuje go w przyszłości Maxwella Lorda w DCU.

Widzieliśmy tylko przedsmak twojej wersji Maxwella Lorda w "Supermanie". Biorąc pod uwagę skalę uniwersum DC, z którymi postaciami i zakątkami świata chciałbyś zobaczyć Lorda w interakcji?

Trudne pytanie, nie chcę niczego zdradzać, ale mogę powiedzieć, że bardzo cieszy mnie perspektywa zobaczenia Maxwella Lorda w interakcji z dowolną częścią uniwersum DC. Myślę, że jego odciski palców są na wielu rzeczach. To nie jest zwykły miliarder – to superbogacz. Jeden z najbogatszych ludzi, jakich znał świat. Wiemy, jaką władzę mają tacy ludzie; on ma tę władzę dzięki swojemu majątkowi. Jak wykorzysta tę władzę? Jak będzie nią zarządzał? To mnie fascynuje w kontekście przyszłości.

Kim są ludzie znajdujący się w orbicie postaci takich jak Maxwell Lord i jak patrzą na świat? To inny sposób postrzegania rzeczywistości dla kogoś tak bogatego. Czy jest w nim jeszcze choć trochę altruizmu? Czy istnieje ścieżka, na której wykorzystuje swoje bogactwo, by czynić świat lepszym? A może dąży do własnej władzy? To wszystko naprawdę chętnie zgłębię… Postać ma różne wcielenia w komiksach, a my mamy swoją własną wersję. Czerpiemy z komiksów, ale też wytyczamy własną ścieżkę. Nie mogę się doczekać, by podzielić się tym z widzami.

W dalszej części wywiadu Gunn mówił o wyzwaniu, jakim była rola Łasicy, o łuku postaci Kraglina w trylogii "Strażnicy Galaktyki" oraz o tym, jak Kirk zareagowałby na konwent gamingowy.

Grałeś wiele bardzo różnych ról. Czego szukasz w postaci, gdy decydujesz się na rolę?

Myślę, że to się zmienia w zależności od postaci. To sedno naszej pracy jako aktorów. Gdy mam zagrać postać, próbuję otworzyć drzwi – testuję różne klucze. Co mogę wnieść do tej postaci, by była prawdziwa? Czuję, że robię jej dobrze, a jednocześnie jest to wygodne i naturalne. Wiem, że gdy gram postać i nie czuję się komfortowo, to znaczy, że coś jest nie tak. Muszę znaleźć sposób, by zrozumieć, kim ta osoba jest. Dla każdej postaci jest to inne.

Która postać najbardziej cię zaskoczyła?

Łasica w uniwersum DC to postać, która naprawdę mnie zaskoczyła. Grałem ją w "Legionie samobójców", gdzie była głównie elementem komediowym. To był motion capture, który już robiłem – postać zabawna, dziwna i nietypowa, ale trochę na marginesie.

Potem zagrałem ją ponownie w "Potwornej kompanii" i okazało się, że ma bardzo bogatą historię. To niezwykle wymagające. Nie mówię – jestem skazany na jej piski, chrząknięcia i wrzaski. To przykład postaci, która wyszła znikąd i okazała się czymś zupełnie innym, niż się spodziewałem.

Inną postacią z unikalnymi cechami jest Kraglin. Jak podchodziłeś do tej roli na początku i jak zmieniło się to w kolejnych filmach?

Nie do końca wiedziałem, dokąd zmierza Kraglin, gdy zaczynaliśmy pierwszy film. Na planie bawiliśmy się, robiąc go albo bardziej złowrogim, albo bardziej szalonym. Załoga Ravagers to nie są do końca złoczyńcy, ale w pierwszym filmie balansują na granicy. Próbowaliśmy znaleźć, kim jest. Dopiero przy drugim filmie, gdy przeczytałem scenariusz i porozmawiałem z bratem o postaci, zrozumiałem, kim [Kraglin] jest.

Podeszliśmy do jego historii z perspektywy lojalnego, synowskiego charakteru wobec Yondu. Historia Kraglina to w pewnym sensie opowieść o synu marnotrawnym. Quill gra syna marnotrawnego, który zostaje przyjęty z otwartymi ramionami, a Kraglin mówi: "Ja byłem tu cały czas! A co ze mną?". Naprawdę to rozumiem i sprawiło mi przyjemność próbować oddać ten łuk.

Pracowałeś z wieloma reżyserami. Co odróżnia Jamesa od innych?

Mogę z pełną szczerością powiedzieć, że praca z Jamesem to dla mnie największa przyjemność. Gdy wiem, że będę pracować nad jednym z jego projektów, czuję ulgę. To poczucie komfortu. Jakbyś wyciągał z szafy swoją ulubioną, wygodną koszulkę.

Uwielbiam z nim pracować, bo wiem, jak wyglądają jego plany. Wiem, jak bardzo jest przygotowany. Wiem, jak z nim rozmawiać. Znam skróty myślowe, które trzeba wypracować z reżyserem takim jak James – ja je już mam, więc wiem, jak z nim pracować. Pracujemy razem od dzieciństwa, w ten czy inny sposób. Uwielbiam to. To świetna zabawa. To jedna z najprzyjemniejszych rzeczy w mojej karierze.

Muszę zapytać – jak myślisz, jak Kirk zareagowałby na coś takiego jak LVLUP?

Hmm… Nie sądzę, żeby był zapalonym graczem, ale na pewno spodobałby mu się element cosplayu [Śmiech]. Trudno powiedzieć. Kirk wydaje mi się bardzo zamknięty w swoim świecie, jakby nie doświadczył go w pełni. Myślę, że przede wszystkim byłby tym wszystkim po prostu oszołomiony.

Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły