Adaptacje gier wideo w Hollywood mają za sobą burzliwą historię, ale ostatnie lata przyniosły kilka naprawdę udanych tytułów. Biorąc pod uwagę zamiłowanie gier do rozbudowanych narracji, telewizja okazała się idealnym medium dla takich projektów, czego dowodem są chociażby "The Last of Us" czy "Fallout". Jednak w tej dekadzie pojawiły się także głośne kinowe adaptacje. Jedną z najbardziej znaczących jest seria "Sonic the Hedgehog" od Paramountu, która w ciągu kilku lat stała się nieoczekiwanym sukcesem. Sonic nie jest co prawda najlepiej zarabiającą adaptacją gry w historii (ten tytuł należy do "Super Mario Bros. Movie"), ale zbudował imponującą passę.
W przyszłym roku premierę będzie miała czwarta część przygód Sonica. Jak zauważono na platformie X, oznacza to, że do czasu premiery tego filmu Paramount wypuści cztery pełnometrażowe produkcje aktorskie i jeden serial w ciągu siedmiu lat. To poziom aktywności niespotykany w dzisiejszych czasach. Gdy Paramount wkracza w nową erę po fuzji z Skydance, Sonic jest jedną z najbardziej niezawodnych "krów dojnych" studia – a wszystko to mogło się nigdy nie wydarzyć.
Istnieje scenariusz, w którym seria filmów o Sonicu zakończyłaby się, zanim pierwszy z nich w ogóle trafił do kin. Paramount zaprezentował pierwszy zwiastun "Sonic the Hedgehog" w kwietniu 2019 roku. Zapowiedź ta zawierała osławiony, brzydki projekt Sonica, który spotkał się z ogromną krytyką. W odpowiedzi na backlash studio zdecydowało się opóźnić premierę filmu o kilka miesięcy, dając zespołowi od efektów wizualnych czas na przerobienie wyglądu bohatera, by ten bardziej przypominał swoją pierwowzór z gier. Dodatkowa praca się opłaciła – "Sonic the Hedgehog" zarobił na całym świecie prawie 320 milionów dolarów, stając się jednym z ostatnich wielkich hitów kinowych przed zamknięciem kin z powodu pandemii COVID-19.
Przerobienie wyglądu Sonica było z pewnością kluczowe, ale nie był to jedyny powód sukcesu. Film mógłby mieć od początku najbardziej wierny projekt z gry, ale nie miałoby to znaczenia, gdyby sama produkcja była słaba. Pierwszy Sonic zdobył 64% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes, a kolejne części były coraz lepsze. "Sonic the Hedgehog 3" jest zdecydowanie najlepiej oceniany z wynikiem 85%. Filmy o Sonicu nie odkrywają na nowo koła narracyjnego, ale doskonale oddają ducha zabawy i odpowiedni ton, co sprawia, że ogląda się je z przyjemnością. Połączenie humoru, serca i akcji to zwycięska mieszanka, a obsadzenie Jima Carreya w roli złoczyńcy, doktora Robotnika, okazało się mistrzowskim posunięciem, które dodało filmom szalonej energii i wyróżniło je na tle innych.
Parantom wykazał się też niesamowitym zmysłem biznesowym. Budżety produkcyjne serii rosną z każdym filmem, ale wciąż są stosunkowo niskie w porównaniu do innych studiowych superprodukcji. Utrzymując koszty w ryzach, Paramount jest w stanie wygenerować wyższy zwrot z inwestycji, co sprawia, że filmy o Sonicu są bardziej dochodowe, niż wskazywałyby na to same wyniki box office. Oto jak wyniki finansowe filmów mają się do ich budżetów:
- Sonic the Hedgehog: Budżet 85-90 mln USD, Box office 319,7 mln USD
- Sonic the Hedgehog 2: Budżet 90-110 mln USD, Box office 405,4 mln USD
- Sonic the Hedgehog 3: Budżet 122 mln USD, Box office 492,1 mln USD
Na dane budżetowe "Sonica 4" jest jeszcze za wcześnie, ale można przypuszczać, że będzie oscylował w podobnych granicach. Jeśli historia franczyzy jest jakąś wskazówką, będzie nieco wyższy niż w przypadku trzeciej części, ale raczej nie będzie to ogromny skok. Paramount znalazł zwycięską formułę i mimo że seria odnosi sukcesy, nie ma potrzeby robić filmu o Sonicu za 200+ milionów dolarów. To tylko obniżyłoby marże zysku, czego studio chce uniknąć. Reżyser Jeff Fowler udowodnił, że ma efektywne podejście do filmowania, które powinno pozostać fundamentem franczyzy.
Jak widać w powyższym zestawieniu, każdy film o Sonicu zarobił więcej niż poprzedni. Oznacza to, że seria doskonale radzi sobie z utrzymaniem istniejącej bazy fanów, jednocześnie nieustannie przyciągając nowych widzów. Udaje się to poprzez znajdowanie nowych sposobów na ekscytowanie fanów każdą kolejną odsłoną. Po skromnych początkach pierwszej części, kolejne sequele rozszerzały skalę i zakres uniwersum, wprowadzając mnóstwo uwielbianych przez fanów postaci.
Postęp był stopniowy. "Sonic the Hedgehog 2" wprowadził Tailsa i Knucklesa, dając Sonicowi nowe twarze do interakcji. Shadow the Hedgehog w wykonaniu Keanu Reevesa był ozdobą trzeciej części, zdobywając uznanie zaskakująco emocjonalną kreacją, która oddała tragiczną historię tej postaci. "Sonic the Hedgehog 4" podnosi stawkę jeszcze wyżej, wprowadzając Amy Rose i Metal Sonica, co sugeruje, że w filmie może pojawić się wątek podróży w czasie. Twórcy serii wykazali się tu mądrością. Patrząc na całość, seria sprawia wrażenie naturalnego rozwoju. Nie poszli na zbyt wiele za szybko, powoli budując napięcie ku temu, co powinno być epickim starciem.
Dzięki temu każdy sequel ma przynajmniej jeden nowy element, który utrzymuje świeżość. To kluczowe, biorąc pod uwagę tempo, w jakim powstają filmy o Sonicu w tej dekadzie. Nie ma ryzyka zmęczenia widzów, bo każda kolejna odsłona wnosi coś ekscytującego, dalej rozwijając uniwersum i lore. Fowler i jego zespół jeszcze się nie powtórzyli. Zamiast tego, każdy film traktują jako okazję do skupienia się na jakimś aspekcie mitologii Sonica, który fani od dawna chcieli zobaczyć na ekranie, co sprawia, że produkcje te są postrzegane jako wydarzenia. Shadow był głównym elementem kampanii marketingowej trzeciej części. Nic dziwnego, że zwiastuny "Sonica 4" będą mocno stawiać na Amy Rose, podkreślając jej relację z Sonicem.
Ciekawe będzie, jak daleko Paramount będzie mógł to posunąć. Zwiększanie skali i stawki to standardowa praktyka w Hollywood, ale są granice, których nie da się przekroczyć bez ryzyka, że kolejne zagrożenia staną się niemożliwe do przebicia (podróże w czasie będą trudne do pobicia). "Zmniejszony" "Sonic the Hedgehog 5" mógłby wypaść blado po tym, jak seria ustanowiła pewien precedens. Z drugiej strony, wciąż czeka wiele postaci z uniwersum Sonica na swój kinowy debiut, więc być może Fowlerowi uda się zaskoczyć fanów jeszcze kilka razy, sprawiając, że będą domagać się jeszcze więcej.