Wróć
Filmy

Barry Levinson wspomina, jak improwizacje Robina Williamsa zmieniły "Good Morning, Vietnam

Spencer Perry Autor
~2 min czytania
comicbook.com
Barry Levinson wspomina, jak improwizacje Robina Williamsa zmieniły "Good Morning, Vietnam

Robin Williams rozśmieszał ekipę do łez na planie "Pani Doubtfire

Robin Williams miał niezwykły talent nie tylko do rozśmieszania publiczności, ale także swoich kolegów z planu. Jego zdolności improwizacyjne są doskonale udokumentowane. Reżyser „Pani Doubtfire", Chris Columbus, wspominał kiedyś, że na podstawie różnych wersji ujęć, które nagrali z Williamsem, można by zmontować osobne wersje filmu dla każdej kategorii wiekowej – od „G" po „R". Mimo że słynął z komediowego zacięcia, Williams często sięgał po role dramatyczne, niekiedy łącząc oba te światy. Jednym z reżyserów, z którym współpracował najchętniej, był Barry Levinson. Razem zrealizowali trzy filmy. Z okazji 30-lecia swojego dramatu kryminalnego „Sleepers", Levinson udzielił wywiadu, w którym wspominał pracę z Williamsem. Opowiedział o tym, jak podczas kręcenia „Good Morning, Vietnam" jedna z kluczowych scen sprawiała mu trudność, a rozwiązanie przyniosła właśnie improwizacja Williamsa. Levinson zdradził, że scena, w której postać Williamsa, Adrian Cronauer, uczy angielskiego w klasie, całkowicie zmieniła sposób, w jaki kręcono resztę filmu. „Kręciliśmy tę scenę i nagle ją przerwałem. Powiedziałem: 'dobra, zróbmy przerwę', bo czułem, że to nie działa, że to nie brzmi naturalnie" – opowiadał Levinson. „Zrobiliśmy przerwę. Byliśmy na zewnątrz, było gorąco i słonecznie. Zastanawiałem się, co mam zrobić. Nie czułem wietnamskich postaci, to był po prostu bałagan. Kiedy się tak rozglądałem, usłyszałem śmiech. Robin stał na werandzie z wietnamskimi aktorami. Śmiali się, on coś mówił, oni odpowiadali i wszyscy się śmiali." Levinson kontynuował: „Kiedy wszyscy wrócili na plan, powiedziałem do Robina: 'Zrobimy tak. Zapomnij o dialogu. Wiesz, o co chodzi w tej scenie. Po prostu idźmy w tym kierunku. Wiesz, co chcemy osiągnąć. Poprowadź ich, rozmawiaj z nimi i pozwól im reagować, tak jak na werandzie. Tak jak się z nimi bawiłeś. A my przy okazji uchwycimy wszystkie potrzebne punkty fabuły.'" Jak podkreślił reżyser, Williams od razu zrozumiał, o co chodzi. Zaczął po prostu rozmawiać z aktorami, nie czekając nawet na komendę „Akcja". „Zaczął do nich mówić, płynnie przechodząc do sedna sceny. I to naprawdę zadziałało. Było bardzo wiarygodne, w przeciwieństwie do sztucznego odklepywania kwestii. Udało się osiągnąć wszystkie założone punkty. To była zasługa Robina i tego, jak potrafił nawiązywać kontakt z ludźmi. Pozwoliłem temu popłynąć i to stało się formatem dla całego filmu. Od tej pory, za każdym razem, gdy mieliśmy takie sceny, nie chciałem, żeby aktorzy po prostu odczytywali linijki. On zaczynał rozmawiać i dostawaliśmy to, czego potrzebowaliśmy. To była część niesamowitego talentu Robina – umiejętność interakcji z innymi."
Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły