Serial "Zwykły program" powraca do Cartoon Network jeszcze w tym miesiącu, a fani nie mają powodów do obaw – przynajmniej sądząc po tym, co już widać w "Zwykły program: Zagubione taśmy". Oryginalna seria zakończyła swoją emisję dziewięć lat temu, po ośmiu sezonach i filmie kinowym. Teraz kultowy show wraca w nowej odsłonie, która ma kontynuować historię praktycznie od miejsca, w którym się skończyła.
Przed premierą, zaplanowaną na 11 maja w Cartoon Network, krytycy mieli okazję obejrzeć dwa odcinki "Zagubionych taśm". To za mało, by w pełni ocenić nowy serial, ale te starannie dobrane epizody pozwalają stwierdzić jedno: klasyczna formuła wciąż działa i nie straciła nic ze swojej dawnej magii.
Czym właściwie jest "Zwykły program: Zagubione taśmy"?
Dwa udostępnione odcinki zostały wybrane tak, by uniknąć spoilerów dotyczących premiery, ale znajdują się wcześnie w harmonogramie nowej serii. Oznacza to, że wciąż nie wiemy, jaki będzie pełny charakter tego revivalu, ale te próbki dają całkiem niezły pogląd na to, czego się spodziewać. Oba odcinki rozgrywają się w osi czasu oryginalnego "Zwykłego programu", ale przed finałem serii – czyli przed skokiem w czasie, który pokazał Mordecaia i Rigby'ego jako dorosłych. Nie wiadomo, czy tak będzie w każdym odcinku, ale chodzi o to, by po prostu wskoczyć z powrotem w sam środek akcji.
Nazwa "Zagubione taśmy" prawdopodobnie nawiązuje do tego, że są to przygody, których nie mieliśmy okazji zobaczyć w oryginalnej serii. Przykładowo, odcinek "Coffee Wars" skupia się na Margaret i Eileen w trakcie wielkiej kawowej bitwy z nowym sklepikiem, który otwiera się tuż obok ich miejsca pracy. Nowy lokal promuje ohydne fusion jedzenie – pączka już zamoczonego w kawie. I jak to w starych dobrych czasach bywało, szybko przeradza się to w dziką, mistyczną walkę między magami jedzenia.
To dokładnie ten sam ton i zabawa, co w oryginalnym serialu. Zaczyna się od zwykłej sytuacji, która wkrótce rozrasta się do czegoś, z czym tylko te postacie mogłyby sobie poradzić w swoim coraz bardziej surrealistycznym świecie. To zawsze był główny chwyt "Zwykłego programu" i najwyraźniej będzie nim również w tej kontynuacji, która zapowiada wiele nowych przygód.
Trudno jednak jednoznacznie ocenić jakość "Zagubionych taśm", potrzebna jest znacznie większa próbka, by naprawdę zagłębić się w nową erę serialu. Większość "Zwykłego programu" opiera się na epizodycznych przygodach i centralnej relacji między Mordecaiem a Rigbym. Jest też wyczuwalne, że Cartoon Network szykuje jakiś większy zwrot akcji, który zostanie ujawniony dopiero w premierowym odcinku i prawdopodobnie nada wszystkim historiom sens w szerszej osi czasu.
Jak wygląda nowa odsłona?
Jeśli chodzi o oprawę wizualną, styl odcinków pozostał praktycznie niezmieniony. Zaczynają się tak samo jak klasyczna seria, z tą różnicą, że teraz na początku pojawia się podtytuł "The Lost Tapes", który znika wraz z typową planszą tytułową "Zwykłego programu". Obsada głosowa wciąż trzyma wysoki poziom, choć na razie krytycy nie mieli okazji zobaczyć takich postaci jak Skips, Benson czy inni ulubieńcy.
Humor jest absolutnie genialny. Niektóre żarty trafiają celnie, a nawet oferują odrobinę współczesnego komentarza w klasycznym stylu serialu. Prawdopodobnie zobaczymy mnóstwo zabawnych tematów, z którymi Mordecai i Rigby będą się mierzyć, ale revival zostawi też miejsce na bardziej skoncentrowane przygody dla reszty obsady. Wizualnie serial wygląda jak stara, dobra seria. Jest pewna różnica w jakości obrazu w porównaniu do oryginału, ale nie jest to nic rażącego.
Projekty postaci wciąż pozwalają na elastyczność w kwestii szalonych min, a zbliżenia potrafią być naprawdę obrzydliwe dla maksymalnego efektu. Serial zdaje się mieć nawet ostrzejszą krawędź niż dawniej. O ile oryginał bez problemu uśmiercał przeróżne drugoplanowe postacie w zabawnych gagach (o ile wybuchały), tak w jednym z odcinków ktoś zostaje wypłukany w zmywarce i obdarty ze skóry aż do szkieletu. To zabawne, ale i karykaturalnie brutalne.
To zdecydowanie nie jest ostateczna recenzja "Zwykłego programu: Zagubione taśmy" – potrzeba znacznie więcej materiału, by fani mogli wyrobić sobie jednoznaczne zdanie. Ale na podstawie tego, co pokazano do tej pory, widać, że w ten revival włożono mnóstwo miłości i dobrej zabawy. Wrócimy do rytmu klasycznej serii po tych wszystkich latach. Można to porównać do niedawno wydanego na Hulu revivalu "Niesamowitego świata Gumballa". Jest zarówno nostalgicznie, jak i czuć, że to nowa era, którą chcemy obserwować.