Kiedy film i seria książek są tak dobre, jak te, na których opiera się nowy serial telewizyjny, zawsze czeka go trudna walka o dobre wyniki. Widzowie przychodzą z wyrobionymi opiniami i całym bagażem rzeczy, które kochali w oryginalnym uniwersum, a sprostanie tym wspomnieniom jest niezwykle trudne. Dlatego fakt, że ten serial radzi sobie tak dobrze, zdobywając drugie miejsce na liście 10 najchętniej oglądanych produkcji Netflixa, jest nie lada osiągnięciem.
Nikt specjalnie nie domagał się reaktywacji "Człowieka w ogniu" – oryginalny film wciąż uchodzi za jeden z najlepszych emocjonalnych filmów akcji wszech czasów i jedno z największych osiągnięć Denzela Washingtona. Mimo że nowy serial Netflixa o tym samym tytule nie radzi sobie dobrze wśród krytyków, przyciąga widzów i z łatwością wspina się na szczyty rankingów. Krytycy ocenili go na 55%, podczas gdy serial z Yahyą Abdul-Mateenem II w roli głównej, opowiadający o weteranie sił specjalnych Johnie Creasym walczącym o ocalenie nastoletniej dziewczyny na niebezpiecznych ulicach Rio de Janeiro po ataku terrorystycznym, który zabił jej rodzinę, spotkał się z łaskawszym przyjęciem ze strony widzów, którzy przyznali mu 73%.
Wydaje się, że nie. Jednak konsensus w internecie jest taki, że serial jest wciągający, z łatwą do śledzenia akcją, która jest na tyle angażująca, by utrzymać uwagę, mimo że ma bardzo niewiele wspólnego zarówno z serią książek, jak i filmem – co jest punktem spornym dla fanów oryginałów. "Serial ma prawie zero wspólnego z książką, jestem na trzecim odcinku, więc chyba że cała fabuła się zmieni, to 'Człowiek w ogniu' jest tylko z nazwy. Podoba mi się ten serial, ale to klasyczne streamingowe 'kupię prawa do IP, ale myślę, że mój pomysł jest lepszy, więc zrobię własną historię pod szyldem tego IP'. Jest w nim nazwisko Creasy, i to właściwie tyle" – skomentował jeden z widzów na Reddicie.
Choć Abdul-Mateen II jest w stanie wypełnić buty pozostawione przez Washingtona, krytycy nie są skłonni przyznać serialowi wiele więcej poza tym. Uważają, że cała obsada jest zmarnowana na narrację, która nigdy nie daje im szansy na zabłyśnięcie. Krytyczka Kaiya Shunyata pisze: "Pod koniec serialu jego postacie nigdy nie osiągają wyżyn, które ci aktorzy tak desperacko próbują wydobyć z nudnego scenariusza, a akcja jest tak nijaka, że równie dobrze mogłoby jej w ogóle nie być". Ogólnie rzecz biorąc, serial przyciąga widzów, ale wydaje się, że robi to wyłącznie z ciekawości związanej z nazwą – "Człowiek w ogniu" nie ma solidnych podstaw, jeśli chodzi o opinię krytyków i widzów.
Nowy thriller akcji Netflixa podbija streaming w USA i na świecie z 60 milionami godzin wyświetleń