Serial "La Brea" ma fabułę tak absurdalną, że aż trudno uwierzyć, że ktoś w ogóle wpadł na taki pomysł. A jednak to właśnie ta szalona historia sprawiła, że produkcja zdobyła status kultowego klasyka. Co prawda ominęła ją głównonurtowa sława, a krytycy i gatunkowi puryści wylewali na nią wiadra pomyj, ale dla wiernego grona fanów stała się obiektem uwielbienia - i to oni walczyli o to, by serial dostał drugą szansę. Teraz tę szansę dał mu Netflix, który uczynił z "La Brea" swój nowy dom, a serial wskoczył od razu na 3. miejsce listy najchętniej oglądanych produkcji platformy.
Serial emitowany przez trzy sezony, od 2021 do 2024 roku, nigdy nie zdołał przekonać do siebie ani krytyków, ani masowej publiczności. Jego zwariowane założenie było zbyt odjechane: akcja zaczyna się, gdy gigantyczne zapadlisko otwiera się w samym środku Los Angeles. Jedna połowa rodziny - wraz z grupą nieznajomych - zostaje wessana do środka i przeniesiona do pradawnego świata, którego nikt nie rozpoznaje. Druga połowa, czyli córka, która ledwo uszła z życiem z wypadku, oraz jej ojciec zmagający się z chorobą psychiczną, zostają na powierzchni. I to właśnie halucynacje ojca mogą być kluczem do ponownego połączenia rodziny.
"La Brea" nie ma sensu - i nawet nie udaje, że go ma
"La Brea" ani przez chwilę nie traktuje siebie poważnie - i to właśnie stanowi o jego uroku. Nazwanie go świetnym serialem byłoby kłamstwem. Ma jednak w sobie coś, co zapewniło mu status kultowego klasyka. Wielu fanów uważa, że jest niesłusznie hejtowany i niedoceniany. "Szczerze, ten serial jest niesłusznie krytykowany. Czy to najlepszy serial świata? Nie. Czy najgorszy? Absolutnie nie! To produkcja epicka!" - pisze jeden z widzów. Owszem, serial brodzi w bagnie klisz science-fiction i nigdy do końca nie wie, czym chce być, ale to właśnie czyni go tak zabawnym.
Krytycy mieli jednak twardy orzech do zgryzienia, by znaleźć w "La Brea" choć jedną zaletę. Roznieśli go na strzępy za kiepskie aktorstwo, efekty specjalne i ogólny bałagan w fabule. Trzeba przyznać, że nie są do końca w błędzie - po prostu przegapili cały urok tej produkcji. "Jeśli lubisz tandetne dialogi i sceny, w których bohaterowie uciekają przed cyfrowym tygrysem szablozębnym po wpadnięciu do gigantycznego zapadliska będącego portalem do prehistorycznego wymiaru, to jest to serial dla ciebie" - podsumowuje krytyczka Anita Singh. I wiecie co? Dla niektórych to naprawdę wystarczy.