Wróć
Seriale telewizyjne

Nowa kontynuacja Teorii wielkiego podrywu zmienia zasady gry

Ana Dumaraog Autor
~4 min czytania
comicbook.com
Nowa kontynuacja Teorii wielkiego podrywu zmienia zasady gry

Stuart Fails to Save the Universe zmienia zasady Teorii wielkiego podrywu

Serial "Stuart Fails to Save the Universe" zapowiada się jako prawdziwa rewolucja w uniwersum "Teorii wielkiego podrywu". Mimo ryzyka, jakie za sobą niesie, to właśnie ta świeżość sprawia, że projekt jest tak ekscytujący. Minęło prawie siedem lat od zakończenia kultowego sitcomu w 2019 roku, a jego dziedzictwo wciąż żyje. Sukces "Młodego Sheldona" utorował drogę "Pierwszemu małżeństwu Georgiego i Mandy", które obecnie jest najpopularniejszą komedią w amerykańskiej telewizji. Tymczasem oryginalny serial nie tylko króluje w powtórkach, ale też cieszy się niesłabnącą popularnością na platformach streamingowych. Nic dziwnego, że franczyza rozszerza się o kolejną odsłonę – "Stuart Fails to Save the Universe" na HBO Max.

Kiedy "Teoria wielkiego podrywu" dobiegła końca, wciąż cieszyła się ogromną popularnością w CBS. Stacja musiała zakończyć produkcję po tym, jak Jim Parsons ogłosił odejście z serialu po 12. sezonie. Ze względu na niesłabnącą popularność, od lat krążyły pomysły na jakiś rodzaj rebootu, choć większość z nich zakładała powrót przynajmniej jednego członka paczki z Pasadeny. Niestety, ani Sheldon, ani żadne z jego przyjaciół nie będą stałymi postaciami w "Stuart Fails to Save the Universe". Serial będzie bowiem całkowitym odejściem od wszystkiego, co znamy z oryginału i szerszej franczyzy.

"Stuart Fails to Save the Universe" to pełnokrwiste science fiction

W miarę jak premiera serialu na HBO Max się zbliża, ujawniono więcej szczegółów, w tym pierwsze zdjęcia, które idealnie pasują do potwierdzonego już założenia projektu. Zgodnie z oficjalnym opisem, historia rozpoczyna się, gdy tytułowy Stuart (Kevin Sussman) przypadkowo niszczy urządzenie stworzone przez Sheldona i Leonarda, które grozi rozdarciem rzeczywistości. Mężczyzna zmuszony jest naprawić wynalazek, co wysyła go w podróż po multiwersum, do której jest kompletnie nieprzygotowany. Wsparcia udzielają mu Denise (Lauren Lapkus), Barry Kripke (John Ross Bowie) i Bert (Brian Posehn).

Zarówno z opisu, jak i z udostępnionych zdjęć jasno wynika, że "Stuart Fails to Save the Universe" jest serialem science fiction, który po prostu dzieje się w tej samej rzeczywistości co "Teoria wielkiego podrywu". Oryginalny serial co prawda poruszał niezliczone naukowe koncepcje, w tym ideę multiwersum, ale w swojej istocie był osadzoną w realiach opowieścią o grupie przyjaciół, którzy przypadkiem byli naukowcami i interesowali się nerdowskimi rzeczami. "Młody Sheldon" z czasem odszedł od geekowych i naukowych konceptów, stając się bardziej rodzinnym dramatem komediowym, co utorowało drogę "Pierwszemu małżeństwu Georgiego i Mandy", które jest dopełnieniem tej transformacji.

Chuck Lorre, wraz ze współtwórcami Billem Pradym i Zakiem Pennem, w pełni wykorzystuje elementy science fiction w spin-offie "Teorii wielkiego podrywu". Tym razem nie są one tylko ozdobnikiem fabuły, ale faktycznym rdzeniem opowieści, gdy Stuart i jego ekipa podróżują przez różne rzeczywistości, próbując naprawić urządzenie Sheldona i Leonarda oraz zapobiec zniszczeniu rzeczywistości.

Dlaczego ta zmiana względem "Teorii wielkiego podrywu" jest lepsza dla sukcesu serialu

Trzeba przyznać, że Lorre i jego ekipa podejmują ogromne ryzyko, obierając tę ścieżkę. Biorąc pod uwagę sukcesy "Teorii wielkiego podrywu", "Młodego Sheldona", a nawet "Pierwszego małżeństwa Georgiego i Mandy", mogli postawić na bezpieczną opcję i po prostu powielić sprawdzoną formułę franczyzy. Gdyby chcieli oddzielić "Stuart Fails to Save the Universe" od oryginału, mogliby stworzyć prostszy wątek z alternatywną rzeczywistością, który wyjaśniałby brak członków paczki z Pasadeny. Biorąc pod uwagę rozpoznawalność marki "Teorii wielkiego podrywu", i tak przyciągnęłoby to sporą widownię.

Zamiast grać bezpiecznie, twórcy postanowili zaryzykować. W czasach, gdy tak popularne są rebooty i sequele, stworzenie czegoś oryginalnego robi wrażenie. Owszem, to wciąż część uznanej marki, ale "Stuart Fails to Save the Universe" jest zupełnie inne niż wszystko, co do tej pory widzieliśmy w tej franczyzie, a to czyni go o wiele bardziej ekscytującym. Lorre stworzył wiele hitowych sitcomów, ale to pierwszy raz, kiedy zanurza się w świat science fiction, choć wielokrotnie powtarzał, że jest wielkim fanem tego gatunku.

Poza zmianą gatunku, "Stuart Fails to Save the Universe" ma też prawdziwego bohatera z przypadku w postaci Stuarta. Sheldon, Leonard, Howard i Raj co prawda na początku też byli przedstawieni jako outsiderzy, ale szybko okazało się, że nie mieli przyjaciół nie dlatego, że byli odrzucani, ale dlatego, że woleli trzymać się w swoim wąskim gronie. Stuart, który kompletnie nie nadaje się do tej multiwersalnej przygody, stwarza pole do znacznie bardziej satysfakcjonującego finału, jeśli (lub kiedy) uda mu się osiągnąć cel.

"Stuart Fails to Save the Universe" zadebiutuje na HBO Max w lipcu tego roku.

Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły