Era Kurtmana w uniwersum Star Trek najwyraźniej dobiega końca. Anulowanie serialu Starfleet Academy (po drugim, nadchodzącym sezonie) oraz zakończenie Strange New Worlds (które skończy się po skróconej, piątej serii w przyszłym roku) sprawiły, że przyszłość telewizyjnego Trek’a spowija cisza. Trudno uwierzyć, by rok 2026, w którym przypadają oficjalne 60. urodziny franczyzy, minął bez ogłoszeń. Ostatnio jednak w narracji dominują tematy odwołań, niepewności i odrzuconych pomysłów. Jednym z najbardziej wyczekiwanych był serial Star Trek: Legacy, kontynuacja Picarda, która niestety oddala się w sferę marzeń. Rozczarowani fani mają jednak powód do radości.
Nowa powieść osadzona w świecie Star Trek – Picard: To Defy Fate autorstwa Daytona Warda – właśnie trafiła do sprzedaży. Daje ona niezadowolonym z utraty Legacy widzom namiastkę kontynuacji zakończonej linii fabularnej Picarda i szansę, by zobaczyć, co mogłoby być. W finałowych scenach trzeciego sezonu Picarda zmarły kapitan Shaw (Todd Stashwick) przekazał dowództwo nad USS Titan-A Siedem z Dziewięciu, co było jego odkupieniem, a jednocześnie otworzyło przed ukochaną bohaterką Jeri Ryan drzwi do większej chwały. Rok później, po przemianowaniu Titan-A na Enterprise-G, Siedem wkroczyła do elitarnego grona kapitanów Gwiezdnej Floty. Serial Legacy miał pokazać, jak wyglądałoby jej dowództwo. Choć akcja książki rozgrywa się przed zmianą nazwy na Enterprise-G, już pierwszy rozdział To Defy Fate oferuje historię osadzoną w realiach dowodzenia Siedem. Jest to więc, pod pewnymi względami, spełnienie marzeń fanów i kontynuacja Picarda.
Picard: To Defy Fate to nie tylko kontynuacja, której oczekiwaliśmy po Legacy. To prawdziwy hołd dla najbardziej zaangażowanych fanów Star Trek. Jest to tak naprawdę historia Wesleya Crushera, w której wreszcie poznajemy dalsze losy bohatera po tym, jak w Następnym pokoleniu odszedł z Podróżnikiem. Dzięki podróżującemu w czasie złoczyńcy, który za wszelką cenę chce zmienić przeszłość, by ocalić swoją rodzinę (nie zważając na możliwą śmierć miliardów), Wesley zostaje wciągnięty z powrotem w swoje dawne życie. Wraz z Jean-Lucem Picardem, Beverly Crusher, Raffi Mussiker i Siedem z Dziewięciu (a także wieloma innymi postaciami) musi ocalić oś czasu. Pojawia się też ciekawa refleksja nad tym, kto właściwie pilnuje linii czasu – koncept przypominający nieco TVA z uniwersum Marvela. Rola Siedem jest złożona, a momentów, w których widzimy ją w pełni jako kapitan, jest, co prawda, niewiele (ale, nie wchodząc w spoilery, jej obecność jest wyczuwalna przez całą książkę), dostajemy jednak wgląd w utraconą erę Star Trek po wydarzeniach z trzeciego sezonu Picarda.
To Defy Fate czyta się jak składankę największych hitów z wielu seriali Star Trek. Bohaterowie skaczą po osi czasu i odwiedzają kluczowe wydarzenia. Dla mniej zorientowanych fanów może to być nieco wykluczające, ale trzeba przyznać, że osoby sięgające po tę książkę są już prawdopodobnie mocno zanurzone w uniwersum. Nagrodą jest gęsta, wciągająca lektura, która celebruje kluczowe odcinki The Original Series, Enterprise, Następnego pokolenia i Deep Space Nine, a także wątki z filmów. Liczba ukrytych smaczków jest wręcz absurdalna. Co najważniejsze, jest to też świetna historia. Dayton Ward, jak już to robił wcześniej, serwuje opowieść napisaną z wyczuciem, autentyczną i pełną ciepła dla uniwersum i jego ekspertów.