Wróć
Seriale telewizyjne

Ogień i krew: 3. sezon Smoczego Domu zapowiada się lepiej niż Gra o tron

Alex Rós Autor
~5 min czytania
comicbook.com
Ogień i krew: 3. sezon Smoczego Domu zapowiada się lepiej niż Gra o tron

Gra o Tron w zwiastunie – wybór, który rozwścieczył fanów książek

Choć nigdy nie osiągnął poziomu oburzenia, jaki towarzyszył finałowemu sezonowi "Gry o tron", "Ród Smoka" doczekał się (w większości słusznej) krytyki za liczne odstępstwa od materiału źródłowego. Posunięto się nawet do tego, że sam autor oryginalnej sagi, George R.R. Martin, tak bardzo się zdenerwował, że złamał klauzule poufności i opublikował spoilery na swoim blogu (zanim je ostatecznie usunął). Fani początkowo myśleli, że nastąpi zmiana na lepsze, gdy Miguel Sapochnik został usunięty ze stanowiska współshowrunnera, pozostawiając stery jedynie Ryanowi Condalowi, który deklarował się jako bliski przyjaciel Martina. Zamiast tego Condal podjął inną decyzję, pchając serial na pełnej prędkości w stronę fan fiction.

Choć odejście od kanonu było jednym z (wielu) powodów, dla których ostatnie sezony "Gry o tron" były tak nielubiane, malowanie "Rodu Smoka" tą samą szeroką kreską jest niesprawiedliwe. "Rodu Smoka" nie prowadzi bowiem prawie ukończona seria powieści, tak jak w przypadku "Gry o tron". Serial opiera się na fragmencie książki "Ogień i krew", która jest historyczną relacją o rodzie Targaryenów, przedstawioną jako zbiór tekstów sporządzonych przez maestera. Nie ma tu punktów widzenia postaci, monologów wewnętrznych ani wnikliwego spojrzenia na ich motywacje. I choć niektóre decyzje podjęte w pierwszym i drugim sezonie były po prostu absurdalne, trzeci sezon zapowiada się na największy i najlepszy, jaki do tej pory mieliśmy – zarówno pod względem bitew, jak i konfliktów międzyludzkich.

Z pewnością kontrowersyjnym posunięciem było umieszczenie w zwiastunie opublikowanym 27 kwietnia słynnego cytatu z "Gry o tron" – co jednocześnie zdenerwowało i zdezorientowało fanów "Ognia i krwi". "Mówią, że za każdym razem, gdy rodzi się Targaryen, bogowie rzucają monetą i świat wstrzymuje oddech, by zobaczyć, jak upadnie". Koncepcja targaryeńskiego szaleństwa została frywolnie wykorzystana przez showrunnerów "Gry o tron" jako wygodna wymówka dla nagłego obłędu Daenerys, bez żadnych realnych podstaw w kanonicznym materiale źródłowym. I choć tam była to totalna porażka, w przypadku Rhaenyry nie byłoby to całkowicie bezpodstawne. Jest to postać Targaryen, która naprawdę zasłużyłaby na szaleństwo, jeśli taki miałby być kierunek jej rozwoju w tym sezonie.

Wychowana i traktowana jako dodatek do brata, który mógł się pojawić lub nie, Rhaenyra od dziecka uczona była braku poczucia bezpieczeństwa – nie tylko w kwestii sukcesji, ale także w uczuciach rodziców. Potem rodzi się jej braciszek, ojciec zabija matkę, by wydać go na świat, a dziecko umiera zaledwie kilka dni później. Następnie jej ojciec, król Viserys, oficjalnie ustanawia Rhaenyrę swoją następczynią, choć nie robi nic, by chronić ją przed tymi, którzy nie chcą rządów kobiety. Na domiar złego żeni się z jej przyjaciółką z dzieciństwa, z którą łączyło ją homoerotyczne napięcie, a ta rodzi mu małą armię męskich dziedziców, których jedynym celem jest odebranie jej pozycji. Następnie Rhaenyra zostaje wydana za mąż za geja, z którym nie może mieć potomstwa, jej romans z jedynym mężczyzną, który ją naprawdę kochał, owocuje ciemnowłosymi bękartami, które jej homoerotyczna przyjaciółka z dzieciństwa postanawia zdemaskować, a potem jej kochanek ginie spalony żywcem w rodowej siedzibie. W końcu, by umocnić swoją władzę, Rhaenyra decyduje się poślubić swojego wuja-zbrodniarza wojennego. Traci córkę podczas porodu, tuż przed odkryciem, że jej młodszy brat zamordował jej syna. Jeśli ktokolwiek zasługuje na szaleństwo lub etykietkę "targaryeńskiego obłędu", to właśnie ona. I choć niektórzy fani są niezadowoleni, że serial nie skupia się bardziej na Aegonie, bracie, który uzurpował sobie prawo do władzy nad Siedmioma Królestwami, jako głównym antagoniście Rhaenyry, serial jasno pokazał, że to jest show Rhaenyry i Alicent – dynamika, która w nadchodzącym sezonie zrobi się brutalnie nieczysta.

I choć ten serial nie przypomina tego, co początkowo stworzył George R.R. Martin, a narracja prowadzona przez Ryana Condala ma pewne autentyczne problemy, to "Ród Smoka" stał się już w pełni swoim własnym bytem, przygotowując grunt pod trzeci sezon, który wreszcie będzie sprawiał wrażenie, że serial odnalazł swoją drogę. Szkoda, że zajęło mu to tak dużo czasu, ale finalny produkt tego sezonu zdaje się w pełni angażować w tę konwencję, przyznając, że przekształcił się w coś odrębnego od książki. Miejscami traktuje siebie zbyt poważnie, ale to nie znaczy, że my musimy – wręcz przeciwnie, akceptacja absurdu tej historii to połowa zabawy z "Rodem Smoka" (druga połowa to w 1/4 walki smoków i w 1/4 to, jak absurdalnie utalentowana jest obsada).

Sezon 3 obdarzy nas także jedną z najbardziej brutalnych bitew w tej historii, która doprowadzi do przerażającej liczby ofiar i śmierci jednej z najbardziej lubianych postaci w serialu. Przywróci też największego czarnego charakteru, jakim jest Aemond Targaryen, oraz jego wuja Daemona, najbardziej moralnie szarego człowieka świata w blond peruce. Będzie też fanatyzm religijny, lwy używane jako broń i bitwy morskie.

Jeśli ten serial ma coś, co przemawia na jego korzyść, poza niewiarygodnie wspaniałymi smokami, które ożywił, to są to właśnie postacie, niezależnie od tego, jak bardzo różnią się od materiału źródłowego. I nie ma wątpliwości, że aktorzy, którzy je portretują, dali w tym procesie występ swojego życia.

Udostępnij
Źródło oryginalne
Czytaj na comicbook.com →

Powiązane artykuły