Spin-off „Stranger Things: Tales from ’85” spotkał się z mieszanym przyjęciem zarówno ze strony fanów, jak i krytyków, ale nie da się ukryć, że ta familijna produkcja wypełniła jedną z ważniejszych luk fabularnych oryginalnego serialu. Od debiutu pierwszego sezonu w 2016 roku aż po finał, hit Netflixa przeszedł ogromną metamorfozę w kwestii tonu i stylu. Pierwsza odsłona była mroczną, ponurą i stosunkowo przyziemną historią z małego miasteczka, która dopiero w finale ujawniła pełnię swoich science-fiction inspiracji.
Dla porównania, trzeci sezon „Stranger Things” był już bardziej karykaturalny, przesadzony i pełen przewidywalnych zwrotów akcji, jak na przykład pozorowana śmierć Hoppera. Była to znacznie bardziej jaskrawa produkcja, która porzuciła wiarygodne budowanie napięcia z dwóch pierwszych sezonów na rzecz opowieści o kosmicznym mackowatym potworze, zabójcy rodem z „Terminatora” i wątku z sowieckimi szpiegami prowadzącymi tajne laboratorium pod lokalnym centrum handlowym. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, spin-off „Tales from ’85” zdołał usprawiedliwić ten ostatni, trzeci wątek, wprowadzając sprytny retcon siedem lat później.
„Stranger Things: Tales from ’85” wyjaśnia lokalizację laboratorium Starcourt
W „Tales from ’85” dobrze znani bohaterowie – Dustin, Mike, Max, Will, Lucas i Eleven – muszą zmierzyć się z kolejnymi potworami z Upside-Down. Akcja toczy się w miesiącach pomiędzy finałem drugiego a premierą trzeciego sezonu, więc pojawienie się nowej, ważnej postaci Nikki Baxter (Odessa A’zion) tworzy lukę fabularną, skoro nigdy nie jest ona wspominana w późniejszych sezonach. Jednak przygody paczki z Nikki wyjaśniają również inną, wcześniejszą nieścisłość.
Zawsze było niejasne, dlaczego podejrzani rosyjscy złoczyńcy z sezonu trzeciego postanowili umieścić bramę do Upside-Down akurat pod centrum handlowym Starcourt. Widzowie dowiedzieli się co prawda, jak udało im się to zorganizować – Sowieci szantażowali skorumpowanego burmistrza Hawkins – ale to, dlaczego wybrali tak specyficzną i oczywiście bardzo zatłoczoną lokalizację dla tajnej operacji, pozostało niewyjaśnione. Na szczęście zakończenie „Tales from ’85” uzasadnia ten wybór.
W finale spin-offu Eleven siłą zamyka bramę, która częściowo otworzyła się głęboko pod ziemią. To wydarzenie musiało osłabić bariery pomiędzy rzeczywistością a Upside-Down właśnie w tym konkretnym miejscu. To z kolei tłumaczy, dlaczego rosyjscy złoczyńcy wybrali tak trudną lokalizację, mimo dużego ruchu.
Zmiana w uniwersum „Tales from ’85” podkreśla najlepszy ruch spin-offu
Choć „Stranger Things: Tales from ’85” udowadnia, że franczyza jest teraz zdecydowanie bardziej familijna (po pozbawionym krwi finale oryginału), to zakończenie spin-offu pokazuje, że nowa seria ma swoje zadanie. Oprócz wypełniania luk między sezonami, wyjaśnia konkretne dziury fabularne, które oryginał pozostawił nierozwiązane – jak właśnie lokalizacja bramy z sezonu trzeciego. Nowy serial może nie jest idealny, ale nie da się zaprzeczyć, że „Stranger Things: Tales from ’85” ma wyraźny cel w kanonie „Stranger Things”.