27 lat po swoim debiucie w „Gwiezdnych wojnach: Część I – Mroczne widmo”, wydarzenia z 8. odcinka pierwszego sezonu serialu „Star Wars: Maul – Shadow Lord” zatytułowanego „The Creeping Fear” zmieniają sposób, w jaki postrzegamy Maula – na lepsze. Darth Maul zawsze był fajnie wyglądającym złoczyńcą, którego potencjał został zmarnowany w filmach. Jego śmierć w prequelach była przykładem niewykorzystanej szansy, do tego stopnia, że lata później powrócił do uniwersum za sprawą „Wojen klonów” i od tego czasu nie ma już odwrotu: pojawił się w wielu serialach i (krótko) w filmie, ale żaden z nich nie jest taki jak „Shadow Lord”. Ostrzegamy przed spojlerami.
Odcinki 7 i 8 „Shadow Lorda” pokazują Maula stawiającego czoła ekstremalnym próbom, gdy mierzy się z dwoma inkwizytorami Dartha Vadera – Marrokiem i Crowem. Jednak jeszcze większym wyzwaniem jest to wewnętrzne. W połowie ósmego odcinka były lord Sithów doświadcza serii wizji, które cofają go do najważniejszych momentów jego życia, w tym: porwania przez Dartha Sidiousa (którego głosu użycza Sam Witwer) w młodym wieku i pożegnania z bratem; treningu w walce mieczem świetlnym i posługiwania się Mocą pod okiem Sidiousa; swojej „śmierci” z rąk Obi-Wana Kenobiego; powrotu z „pajęczymi” nogami; ponownego spotkania z bratem, Savage’em Opressem, który zostaje zabity przez Palpatine’a; oraz uzdrowienia przez zieloną magię Nocnych Sióstr z towarzyszącym mu słowem o „zemście”.
„Shadow Lord” czyni Maula bardziej tragiczną postacią niż kiedykolwiek wcześniej
W Maulu od dawna tkwił pierwiastek tragedii, czego dowodem było to, jak szybko został pokonany przez Obi-Wana w „Rebeliantach” i jak pogodzony wydawał się z tym losem. Zawsze był jednak wyraźnie złoczyńcą. To wciąż prawda, ale sądzę, że nigdy wcześniej nie był tak sympatyczną postacią jak w 8. odcinku „Shadow Lorda”, ponieważ serial na nowo interpretuje jego historię i pragnienie zemsty w sposób, jakiego franczyza wcześniej nie robiła.
Retrospekcje naprawdę mocno podkreślają, jak młody był Maul, gdy został wzięty na ucznia Sidiousa. Scena, w której brat błaga go, by został, jest autentycznie wzruszająca. Podobnie współczujemy mu, gdy obserwujemy, jak Sidious pod pozorem „treningu” torturuje go Błyskawicami Mocy, a tym bardziej, gdy jego dawny mistrz zabija jego brata. Serial uwypukla, jak na każdym kroku Maul był wykorzystywany, manipulowany, krzywdzony, a potem porzucany przez Sidiousa. Działo się to od tak wczesnego wieku, że nie miał szansy się sprzeciwić, a wszystko mu odebrano.
To oczywiście nie zmienia wszystkich złych rzeczy, które Maul zrobił (i zrobi, biorąc pod uwagę, że akcja „Shadow Lorda” toczy się rok po „Zemście Sithów”), ale daje nam znacznie więcej kontekstu i zrozumienia. Najbardziej szokujące jest jednak to, gdy widzi swoje odbicie w wodzie jako mały chłopiec – przypomnienie, kim kiedyś był, osobą, którą dawno stracił na rzecz strachu, gniewu i nienawiści. I wtedy przysięga, że nie pozwoli Sidiousowi zrobić tego nikomu innemu.
To sprawia, że jego cel staje się niemal szlachetny: nie chce zabić Imperatora tylko z osobistej zemsty, ale by powstrzymać go przed krzywdzeniem innych takich jak on. Jakby tego było mało, w tym momencie uronił nawet łzę – to najbardziej ludzki moment, jaki kiedykolwiek widzieliśmy u tego dathomirskiego zabraka. Jest to niesamowicie zrobione, poruszające i czułe w sposób, którego nigdy nie skojarzylibyśmy z (byłym) lordem Sithów, i utrwala, jak smutna jest jego historia naprawdę. Po 27 latach „Gwiezdne wojny” wciąż odkrywają nowe warstwy Maula, czyniąc go lepszą postacią niż kiedykolwiek.